Przejechałem się do WPN-u zobaczyć jak jeżdżą nasi wielkopolscy wymiatacze, po pięknych ostępach tegoż parku narodowego, w wyścigu zorganizowanym przez Jacka. Ja sam nie miałem planu, aby tam dziś jechać startować razem z resztą stawki, gdyż dochodzę jeszcze do siebie po lekkim przeziębieniu, ale jakoś tak wyszło, że koła mnie tam kierowały usilnie i nawet zrobiłem takie jedno kółko, żeby nie stać jak jakaś dupa i marznąć :-) Zresztą sam dojazd był dla mnie niezłym treningiem, bo dojeżdżając gdzieś w Poznaniu przy Warcie, zupełnym fuksem napotkałem Mariusza i Marka, którzy ładnym tempem doprowadzili mnie pod samą linię startu w WPN. Na miejscu zjawiła się spora ekipa bikerów, zarówno tych startujących, jak i tych dopingujących, ale wymienienie wszystkich to już nie na mój tępy łeb :-) Opis trasy zostawię tym co ją ukończyli, ale moim okiem to była piękna sprawa, gdyż nie brakło w niej ciężkich podjazdów, meeega zjazdów, kładek, ostrych zakrętów i pięknych leśnych widoków - WPN to na prawdę niezła gratka dla miłośników jazdy górskiej - terenowej w WLKP. W sumie to zrobiłem tam 3 okrążenia, ale 2 poza konkursem :-) Po wyścigu wszyscy stanęliśmy przed ognichem i nawet kiełbacha mi się spiknęła gratisowo :-) (potem się rozliczymy Waza) Powrotu do domu już nie ryzykowałem rowerem, gdyż po tych 2 kółkach zaczęło mnie w gardle ściskać i dundle leciały strumieniem, dlatego ku uprzejmości Seby, zabrałem się jego autem pod samą chatę :-) Dzięki men. Na koniec dodam, że najbardziej utkwiły mi w pamięci opony na jakich przyjechał Rodman, a były nimi kompletnie łyse slicki :-))) na których miał on potem niezłą zabawę - ale w sumie o to dziś chodziło :-)))
Miło było znów się spotkać i gratuluję Jackowi organizacji i wszystkim na pudle, a w szczególności zwycięzcy Jarkowi
Dziś jakoś kurde weny nie miałem do zdjęć, dlatego mało ich będzie i kilka nawet zapożyczyłem :-)
Widzę że impreza była udana i nie mogło się oczywiście obyć bez kiełbasek:)) Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Mnie na szczęście jeszcze tej zimy grypa nie dopadła.
fajne tereny w tym Parku :) Patrząc na pierwsze zdjęcie nie czytając opisu wydawało mi się, że to jakieś pole gdzieś po drodze a tu niemal centrum Poznania :D Co tam kombinują, że wypompowali wodę? Olaf
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017