Spokojnie, spokojnie moi drodzy koledzy i koleżanki, nie robię się na jakiegoś zawodowca, a raczej pseudo-zawodowca :-))) Moja filozofia jazdy na rowerze jest prosta i nigdy się nie zmieniała i nigdy się nie zmieni. Jeżdżę, bo to kocham. Nie w głowie mi jakieś tam ścigawki, a to proste ponieważ, w wyścigach nic prócz "przedniego koła" nie widać, a ja uwielbiam otaczającą nas przyrodę, ciekawe miejsca, budynki, ludzi, naszą polską pogodę, dlatego wolę się troszkę porozglądać tu i ówdzie. Mam szacunek dla zawodowców, pizgających km. jak maszyny, ale to nie dla mnie jednak. Każdy robi co lubi i jeździ jak chce. Nie muszę nikomu udowadniać, że mam (nieskromnie mówiąc) parę w nogach :-))) - sobie już to udowodniłem, jak w wieku bodajże 9 lat na rajdzie szkolnym, podjechałem na składaku pod Dziewiczą górę!!! Wiadomo, że żadna to góra i "Armstronkiem" też nie jestem, ale ten podjazd ma gdzieś 35-40% nachylenia i dla dzieciaka to był wyczyn i wtedy gałki starszakom, pchającym górale pod górkę wychodziły :-) a jeśli kto chce zobaczyć, jak Grigori zapierdala, to zapraszam na solówkę po błocie i pod górkę :-))) Raz mogę się skusić.
Jednak w 2 drugim punkcie mojego manifestu, chciałbym dodać że czasami nie zaszkodzi użyć roweru do zwyczajnego treningu, tak jak to wiele razy czynię ja, a także wielu innych rowerzystów-turystów. Np. nocą, czyli tak jak to ostatnimi czasy u mnie bywa, kiedy tylko wtedy mam czas na pojeżdżenie...Zbyt wiele się nie widzi, dlatego walory turystyczne odchodzą na drugi plan, zastępując podziwianie treningiem. A i takie jeżdżenie nie idzie na marne, bo to jednak jeżdżenie i to intensywniejsze, a to przekłada się potem na lepszą kondychę, np. jadąc na długi kilkuset km. trip.
No a na koniec powiem, że w tym roku nie zabraknie wielu ciekawych wycieczek na moim blogu i mam nadzieję, że będą to wycieczki w doborowym towarzystwie - choćby bikerów treningowców, no i oczywiście tych wyznających podobną filozofię do mojej :-) Pozdrówka
Jeśli chodzi o dzisiejszy wypad, to pojechałem sobie do Poznania, pokręcić się po starych fyrtlach, czyli Stare miasto :-)
Odwiedzasz często Poznań, a ja wyczekuję kiedy zobaczę fotę jak Grigor zapiernicza po dnie Jeziora Maltańskiego, bo na zdjęciach w gazetach widziałem że teraz jest niebywała okazja to uczynić :P
My też preferujemy bardziej jazdę turystyczną a nie zawodową, aczkolwiek zawsze tworzymy w głowach różne plany dużych dystansów, bicia własnych rekordów itp. Jednak prawie wszystko co chce się osiągnąć na rowerze dla siebie związane jest z turystyką i poznawaniem nowych miejsc :)
Tego kumpla się właśnie spytałem i mówił że organizator miał takie informacje o 22 procentowym nachyleniu , ja wspinałem się 7km na G.Żar w Beskidzie ,gdzie nachylenie prawdopodobnie 18-20% dawało popalić okrutnie , prędkość 10km/h. Fajnie jest sobie powalczyć z wzniesieniami no i dobry to trening :D:D:D:D
kr3l z BS planuje takie cuś : http://goo.gl/maps/vkyuZ ja może się skusze , fajnie było by Ciebie na tej trasie zobaczyć
Tego kumpla się właśnie spytałem i mówił że organizator miał takie informacje o 22 procentowym nachyleniu , ja wspinałem się 7km na G.Żar w Beskidzie ,gdzie nachylenie prawdopodobnie 18-20% dawało popalić okrutnie , prędkość 10km/h. Fajnie jest sobie powalczyć z wzniesieniami no i dobry to trening :D:D:D:D
kr3l z BS planuje takie cuś : http://goo.gl/maps/vkyuZ ja może się skusze , fajnie było by Ciebie na tej trasie zobaczyć
Ty mi tu juz nie sciemniaj ,że ściganina sie Tobie nie podoba;-)Pamiętaj mamy rachunki do wyrównania;-) za XC w Pobiedziskach.Juz niedługo JP organizuje wyscig w WPNIE;-) A co do tego to widac,że kochasz jazde na rowerze.Tak 3maj.Pozdro!
Właśnie .... co do tego nachylenia to nie chce nic wykluczać ale..... przy 45 stopniach ciężko jest pieszo podchodzić, a przy 40 nawet stopniach jadąc mega pochylony by uniknąć wywalenia się do tyłu , środek ciężkości z przodu był by tak znaczny że tylne koło mieliło by w miejscu.
Czasem mega podjazdy sprawiają wrażenie takiego nachylenia , takie złudzenie ale w rzeczywistości jest inaczej.
Znalazłem wzmiankę z maratonu na Dziewiczej : "Po przejechaniu coś powyżej 50 km zaczęły się interwały i słynna „Dziewicza Góra” największe nachylenie miało 22% Niestety końcówki nie udało mi się podjechać ponieważ prawa strona była przyblokowana przez prowadzących rowery."
Źródło kumpla : http://pioter1981.bikestats.pl/683542,Powerade-Garmin-Marathon-Murowana-Goslina.html
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017