Po pracy, którą skończyłem o 18:00 zajechałem do domu, zjadłem co nieco i zrealizowałem plan na dzień dzisiejszy, czyli bardziej ostrą jazdę na poznańskiej Malcie. Najpierw był dojazd do Poznania, potem równe 3 kółka wokół Jeziora Maltańskiego (pustego) i na koniec powrót do domu. Na Malcie to można piękne kółeczka pizgać rowerkiem, droga ładnie odśnieżona, ale biała i ludzi nie za wiele, tylko kilku biegaczy i jeden rowerzysta, no i 2 narciarzy :-) Ogólnie fajne kilkukilometrowe kółeczko do treningów, szkoda tylko że mam 15 km. dojazdu... Niby zimniej niż wczoraj, ale dziś w ogóle nie zmarzłem...nawet się spociłem, ale to chyba przez tempo jakie sobie nadałem. Trening udany bo czuję nogi :-) i w sumie przed chwilą wróciłem :-)
Zdjęcie tylko jedno, ze ścieżki rowerowej z widokiem na kładkę przy CH Malta.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017