Tak dziś śniegu nawaliło od południa, że ochota przyszła na test jazdy po kolana w śniegu, bo jestem hardcorem ;-) Było ciężko na maxa i nawet lekkie górki podjeżdżałem na przełożeniu 1x2 bo warstwa 15cm puchu spowalniała ruchy. Jeździłem po ciemnym i pustym o dziwo lesie gdzieś w środku Puszczy Zielonka. Gdyby nie lampka to z pewnością narobiłbym w pory, a szczególnie gdy zatrzymałem się w leśnym gąszczu i wyłączyłem światła to od razu wyobraźnia zaczęła mi działać!!! Dobrze, że w moich lasach nie ma wilków, albo niedźwiedzi :-))) Od gleby się dziś uchroniłem, choć kilka razy musiałem asekurować się nogami, wjeżdżając na jakąś bruzdę. Wypad krótki, ale całkiem męczący.
Z powrotem zahaczyłem o wieś Owińska w Gm.Czerwonak w celu sfotografowania jednego największych dębów jakie do tej pory miałem okazję widzieć - Dąb Bartek ma w obwodzie prawie 8 metrów i obecnie liczy sobie już ponad 600 lat, został podobno posadzony przez samego króla Władysława Jagiełłę na miejscu poprzedniego, posadzonego na polecenie Mieszka I. Jak się stanie u jego podstawy to wrażenia z tego widoku opisać się nie da!
Generalnie w nocy jest tak samo jak w dzień. Zaliczyłem sporo nocnych wypraw wędkarskich. Chociaż na nieznanym terenie zapewne nie byłbym tak pewny siebie jak na "swoim". Zdaje się, że w Owińskach, albo w Czerwonaku jest żuraw (dźwig portowy) nad Wartą?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017