Podczas dzisiejszej przejażdżki, jadąc drogą polną niespodziewanie zahaczyłem nogą o drut leżący swobodnie, schowany pod świeżą warstwą śniegu. Na skutek tego przekoziołkowałem przez kierownicę. Nic groźnego mi się na szczęście nie stało, ale podarłem mój nowy ocieplacz neoprenowy na prawej stopie :-((( Jest mi bardzo przykro, gdyż nacieszyłem się nimi tylko miesiąc czasu, a kurde najtańszy zakup to nie był. Wiadomo, to tylko rzecz którą można wymienić kupując nową, ale może coś da się jeszcze naprawić....
Dlatego zwracam się do Was bikerzy i bikerki z prośbą, czy nie mieli byście jakiejś rady na naprawienie tego podarcia? Ja już myślałem, aby od spodu przykleić na specjalny, elastyczny klej do materiału, właśnie kawałek jakiegoś tworzywa... Coś co by mi choć do końca mrozów starczyło...bo tak czy siak w końcu na następny rok będę musiał kupić nowe :-(((
Opalasz zapalniczką brzegi rozdarcia , delikatnie tak aby tworzywo z którego jest wykonany ochraniacz delikatnie się stopił zapobiegając dalszemu strzępieniu się. Potem najlepiej dorwać w materiałowym jakiś materiał o gęstej garamaturze materiału by coś z poliestru albo nylonu pod szew jaki wykonamy no i co, trochę cierpliwości igła i syntetyczna nić i heja, Wzór ściegu [url=]http://naszescrapki.blox.pl/resource/sciegi2.jpg[/url] najlepiej jebnąć jeden na drugi z krzyżowym przeplotem aby wyszedł X. Jak Ci się nie chce podeślij do mnie to Ci zeszyje na cacy :D:D:D:D
W młodości rozorałem tak sobie gębę na policzku takim zafajdanym drutem kolczastym. Ktoś jest "zdrowy filozof" by takie g... zostawiać. Paprało się dłużej niż zwykłe rozcięcie. Dziś ślad bardzo delikatny widoczny jedynie z bardzo bliska, na szczęście. Ot szczeniackie zamiłowanie do brykania po krzakach :D Ochraniacz do szycia z jakąś podkładką, krawcowa(-wiec) zapewne zaradzi.
Hmm... może jakiś naprawdę renomowany krawiec sobie z tym poradzi? Może dałoby się podszyć pod spód cienką piankę lub owatę tapicerską? Jeśli masz gwarancję na ocieplacze, to może warto najpierw dowiedzieć się, czy w ramach gwarancji coś da się naprawić. Zapewne odpłatna byłaby taka naprawa, z powodu mechanicznego uszkodzenia.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017