Wiem, że dystans nie powala i średnia też żałosna, ale w sumie to taki miałem plan, gdyż jestem świeżo co po chorobie, która kilka dni temu oblewała moje ciało gorącym potem, przeplatając zimnymi dreszczami, dlatego nie chciałem przesadzać. Miało być spokojnie, bez napinki, po okolicznych lasach mojej wioski Wierzonki. Tak też zrobiłem, ubierając się szczelnie wyruszyłem do lasu.
A tam wszystko kompletnie zmrożone, nawet liście kruszyły się z trzaskiem przejeżdżając przez nie kołem. Zarówno małe oczka wodne w lesie, jak i duże Jezioro Kowalskie skute są już grubym lodem. Niekiedy jazda była bardzo trudna gdyż leśne drogi pokryte są także cienką warstwą lodu, spore kawałki pokonywałem prowadząc rower. No i warto wspomnieć, że dziś zaliczyłem pierwszą glebę tej zimy, a miejsce to miało podczas jazdy po gładkim lodzie na Jeziorze Kowalskim, trochę sobie piszczel przyszlifowałem i szczypie teraz na maxa :-)
Witamy po chorobie i po końcu świata w nowym świecie :) Z tym grubym lodem to bym nie przesadzał - to dopiero pierwsza noc z mocniejszym mrozem, a wcześniej mroziło kiepskawo i jeziora skuwało bardzo nierówno.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017