Już na początku tygodnia, Piotras wyszedł z propozycją na zimowy wypad po ośnieżonych ścieżkach Puszczy Zielonka, dlatego nic się nie zastanawiałem i od razu się zgodziłem, gdyż dawno nie byłem w lesie zimą w tak miłym towarzystwie.
Piotras dał cynka także Przemowi i on także wstawił się dziś z nim na ustawce pod moim blokiem we Wierzonce :-) (pewnie nigdy nie był w tak dużym mieście) Ciepła graba na przywitanie, miłe pogaduchy i w drogę... Wiatr tak mroźny, że poliki rumieniły się po 5min. a palce rąk bolały mimo 2-óch par rękawiczek!? Na drogach polnych, jak i leśnych dużo ubitego i śliskiego śniegu, grudy zamarzniętego błota i wiele innych zimowych atrakcji powodowało u nas wyostrzenie wszystkich zmysłów i jazdę nieco bardziej asekuracyjną niż zwykle (szczególnie na zjazdach) W lasach stada danieli przeskakiwały nam drogę, a w międzyczasie popijaliśmy gorący napój sporządzony według receptury Piotrasa :-) który był bardzo dobry! Na otwartej przestrzeni zapodawał tak mroźny wiatr, że po chwili jazdy ciężko było wypowiadać słowa, ale to jest właśnie piękne w jeździe rowerem, że możesz jeździć kiedy tylko zechcesz i podziwiać piękno otaczającej przyrody, nie tylko ciepłym latem. Zima jest także piękna i ma swoje niepowtarzalne uroki - liznąć trzeba wszystkiego, a wielu pewnie woli w ciepłych laczuszkach zajadać obiadek, a my jak takie "świry" jeździliśmy po lasach :-) Na końcu to nie powiem, ale palce rąk czułem jakby ktoś ściskał mi je w imadle, jednak jakoś to wytrzymywałem.
Towarzystwo Piotrasa i nowo poznanego Przema to taka "wisienka na torcie" dzisiejszego wypadu, gdyż bez nich jazda nie byłaby już tak wesoła i przyjemna. Dzięki chłopaki i do następnego weekendu :-)
zobacz bracie co się teraz za oknem dzieje :) jednak ta niedziela okazała się strzałem w 10 :) fajna galeria, jeszcze raz dzięki za udane i miłe popołudnie ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017