Na początku było tak: Umówiłem się z Piotrasem na lajtowe kółko w terenie PK Promno...Tak więc dziś z rana podjechałem w umówione miejsce i rzeczywiście Piotras przyjechał z babanem na twarzy, gdyż to jego pierwsza jazda od kilku miesięcy. Jak się po chwili okazało Piotras dał cynka także Sebie, który po dotarciu skontaktował się także z Wazą, który niestety ale jedyny rower jaki miał do dyspozycji to szosówkę, dlatego nasze pierwotne plany legły w gruzach...Zrobiło się nas dużo i ze względu na Wazy rower zmuszeni byliśmy pizgać asfaltem 30km/h a to powiem szczerze nie uśmiechało mi się najbardziej! Troszkę się z Piotrasem wkur....y, bo miało to inaczej wyglądać, ale jechać musieliśmy. Po ponad 30km Piotras postanowił się od nas odłączyć, bo jednak kilkumiesięczna przerwa w kręceniu dawała mu po girach popalić i obawiał się, że dalsza jazda może się nieciekawie skończyć...i miał chłop rację, teraz jak tak siedzę na lajcie przed kompem i to piszę, to stwierdzam że mogłem z nim wrócić, gdyż dalsza droga to było bezsensowne gnanie po pojebanym asfalcie między samochodami w tempie dość szybkim jak na górala, bo ok. 30km/h. Nie mówię, że nie dawałem rady, bo nieskromnie powiem, że parę mam w nogach i to niezłą :-))) ale po co mi to było...Jednak, żeby nie było tak zgorzkniale i żeby się koledzy nie poobrażali ;-) to dodam, że potem parę ciekawych rzeczy też się udało zobaczyć jak np. Pałac w Gułtowach, czy kościół szachulcowy i parę ciekawych notek historycznych na ich temat od Wazy.
Sorry Piotras, że tak Cię tam zostawiłem, pewnie nudny miałeś powrót w samotności... Już teraz się piszę na jakąś lajtową jazdę z Tobą stary, bez zgiełku w terenie, tylko daj znać czy miałbyś ochotę na powtórkę z rozrywki, ale po naszemu!
"wypłukałem cały smar z przedniej piasty" - ja zawsze myłem rower takim wężem ogrodowym i w lato zaczęło mi bardzo dziwnie przednie koło stukać jak jechałem na Wschód. Za cholerę nie wiedziałem o co chodzi, ale pewien Pan serwisant w Dębicy zajrzał do piasty z przodu, a tam suchutko. Wszystek smar wypłukałem i od tego czasu już myję koła ręcznie :P
Wiecie co bikerzy wycieczka fajna ale 90 km gnać 30 km/h to nic przyjemnego patrzeć tylko w asfalt.A przecież trzeba coś zobaczyć ,pogadać i pożartować.
Nie no co Ty Grigor - tempo było wycieczkowe raczej... no dobra trochę podkręciłem na odcinku Kostrzyn-Biskupice - ale tylko dlatego że wydawało mi się że spokojnie dajesz radę bo byłeś w stanie uprawiać konwersację, a tej przyjemności bym Cię nie pozbawił. :D Lepiej powiedz czy się zgłaszasz na IOMMPwXC :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017