Wczoraj tata coś wspominał o rowerze, a dawno nie jeździł jednośladem, ze względu na nową zabawkę na 4 kołach jaką sobie niedawno sprezentował. Dlatego zmotywowałem, go troszkę i pojechaliśmy bez większych planów przed siebie. Wyszło na sporą ilość terenowej jazdy, gdyż na asfaltach po dzisiejszej, mroźnej nocy zalegała sól i nie chcieliśmy się w tym bebrać. Drogi leśne to już inna bajka, idealnie nadają się do jazdy, ze względu na dobre ich ubicie i znikomą ilość grząskiego piachu i kałuż. Jeśli miałbym wybierać porę roku idealną do jazdy w terenie, to właśnie jesień :-)
Dziś było troszkę zimniej niż wczoraj i ubrałem grubsze buty, do których zmienić musiałem również SPD na platformy i mi czasem gira spadała :-S Po 30km. jazdy zaczęło lekko mżyć, aż nic nie widziałem przez okulary i postanowiliśmy z tatą powoli wracać. Ojciec jednak odczuł 2-miesięczną przerwę w kręceniu korbą i przyznał, że jest osłabiony, tym bardziej że jest zimno.
Ogólnie cieszę się, że ojciec dziś ze mną pośmigał po lesie, bo pewnie druga taka okazja prędko się nie trafi, ponieważ zarówno tata jak i mój brachol Wojtas to niezłe cieplaki są :-)
Mi dopiero wczoraj pierwszy raz w tym sezonie było zimno w nogi ale dopiero pod koniec trasy, swoich butow spd nie mam jeszcze ocieplonych i ciągnie trochę od dołu. Spróbuję zaizolować je domowymi metodami i założyć 2 pary skarpet. Jak to nie pomoże to trzeba będzie zainwestować w neopreny albo odejść od spd na czas zimowy :)
A o neoprenach nie pomyślałeś? Takie grube dają spoko radę - dziś nawet mi specjalnie noga nie zmarzła. Warto też zainwestować w skarpetę zimową z BCM Nowatex - one są super bo odprowadzają wilgoć na zewnątrz i są naprawdę suche i zarazem ciepłe. Naprawdę polecam - Robert Makłowicz :D:D:D
U mnie na bocznych drogach solą nie sypali. Widziałem tylko na fragmencie DK15, że ma białawy osad na asfalcie. Ja tam jeszcze jeżdżę w SPDkach. 3 pary skarpet na nogach robią swoje (przy czwartej już nie dałem rady włożyć stopy do buta :P). Nawet ochraniacze nie są potrzebne ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017