Dzisiejszego dnia doszła do mnie przesyłka z nowo zakupionymi rękawiczkami zimowymi Rogelli Alberta, dlatego postanowiłem je zaraz odziać na swe dłonie i rypnąć się kawałek w celu ich przetestowania. Wnioski są takie, że rękawiczki są porządnie wykonane, z dobrych materiałów, nie krępują palców, a przy dzisiejszej temperaturze 7*C czyli niezbyt zimnej, dobrze chronią palce przed wiatrem. Myślę jednak, że przy temperaturach poniżej zera może być jednak lekki dyskomfort cieplny, ale to się jeszcze sprawdzi - czekam na mróz :-))) Poza tym, jeśli chodzi o dzisiejszą jazdę, to szczerze powiem iż nie należała do przyjemnych, ponieważ po 10km. rozpadał się konkretny i na szczęście przelotny deszcz, a w mordę wiał zimny wiatr.
Ja jeszcze ciągle jeżdżę w krótkich rękawiczkach :D Moje lidlowe, długie w okresie największych mrozów dawały radę no ale każdy odczuwa zimno inaczej ;)
Mam takie rękawice, to już ich trzeci sezon. Każdy ma inną wrażliwość na zimno, ale dla mnie poniżej -5 jest w nich za zimno. Poza tym mają barko kiepskie rzepy, wytrzymały około roku, przy codziennej jeździe przez 4-5 miesięcy. Polarowe w środek nieco krępują ruchy, ale za to dodają z 5 stopni więcej mrozu do zniesienia. Na większe mrozy mam Chiba alaska.
Kolega dobrze Ci zasugerował , kup polarowe rękawiczki i zakładaj je jako pierwszą warstwe. Ja dorwałem takie w decathlonie za 5zł i są normalnie magiczne, i do jazdy na rowerze i do biegania :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017