Pojechałem sobie do dziewczyny...a że taki dziś cel miałem, to musiałem się ostro wyszorować, zgolić kłaki, umyć szczękę, wyjąć smalec zza paznokci, ulizać grzywę itp. (na co dzień się tak nie pucuję), ażeby wstydu nie było! Dlatego wyjechałem już po zachodzie Słońca :-))) Cisnąłem jak dzik, bo na termometrze widniało 7*C, a podczas powrotu po wypitej gorącej herbatce, zjedzonych ciasteczkach i kilku buziakach od kochanej, na termometrze ukazywało się ok. 3*C!!! a to już ziąb, ale było spoko bo moja kobietka swoimi kocimi ruchami, ładnie upchała mi gazetę z tyłu na plecach :-)
Zdjęcie dziś jedno na zachętę, ale nie byle jakie, bo mojej ogromnej metropolii co zwie się Wierzonka i posiada coś ok 500 mieszkańców, 7 ulic, 1 sklep, Szkołę Podstawową, Przedszkole, aby wszyscy wiedzieli gdzie mieszka Grigori haha.
Hihi, dobry jesteś ...zgolić kłaki, umyć szczękę, wyjąć smalec zza paznokci - tez się ubawiłam i od razu wyobraziłam sobie wszystkie zabiegi po kolei:)))))))), bo jak będzie facet wypucowany to czeka nagroda:)))))) hihi Pozdrawiam cieplutko w ten zimny wieczór
Hej. Tak na marginesie. W tej metropolii mieszka również moja siostra :-) ...zgolić kłaki, umyć szczękę, wyjąć smalec zza paznokci, ....ubawiłem się :-)!!!!!! Jesteś niesamowity Grigor :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017