Dzisiaj zrobiłem sobie powtórkę z rozrywki i pojechałem na Dziewiczą Górę poszaleć na górkach. Nieźle się wyszalałem podczas niebezpiecznie szybkich zjazdów, ale także mocno zmachałem podczas kilkukrotnego podjeżdżania pod górę różnymi ścieżkami, tak aby nudy nie było. Niezłą miałem dziś energię i fajnie ją wykorzystałem na jazdę po tym pagórkowatym terenie, jaki mam pod swoim nosem. Na terenie Dziewiczej spotkałem dziś 2-óch bikerów i ładnie się pozdrowiliśmy :-) Najbardziej podobało mi się dziś: - szum opon na ubitych ścieżkach - pękające pod naporem opon gałązki i żołędzie - praca amortyzatora na wybojach i korzeniach - wgryzanie się klocków U-blocks w ziemię podczas ostrych wirażów, jestem zauroczony wręcz tymi oponami :-) Po szaleństwach przyszła pora na malutką sesję w terenie dla celów blogowych, no i oczywiście wspinaczka na drzewo, aby podziwiać widoki z tego wzniesienia, bo wieża widokowa, z której jest jeden z piękniejszych widoków w Wlkp.jest zamknięta o tej porze. Niestety pogoda była nieciekawa i wyższe drzewa zakłóciły krajobraz.
Potem już wracałem okrężną drogą przez lasy do domu i byłoby to nawet lajtowe, gdyby nie usłyszany gdzieś w zaroślach przeraźliwy ryk dorosłego byka jelenia, który dał o sobie znać w niewielkiej odległości ode mnie, podczas gdy byłem samiuśki w gęstym lesie o zmroku! Prawie w pory narobiłem ze strachu :-S
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017