Coś mnie ostatnio katar zaczął łapać, dlatego dziś mówię sobie, że nie będę szalał i rypnę się tylko gdzieś bliżej chaty, więc po południu założyłem spodnie dresowe, wziąłem rower i pojechałem.... Jak się potem okazało, zajechałem troszkę za daleko od zamierzonego celu, ponieważ jakieś 30 pierwszych kilometrów jechałem z wiatrem :-))) i było tak przyjemnie. No i potem gdzie by się nie ruszyć, było zderzenie prosto w mordę z wiatrem! Jednak mimo to postanowiłem jechać dalej, bo tamtych terenów jeszcze nigdy nie eksplorowałem i było dla mnie ciekawym, co też dalej się znajduje. Dobrze, że zawsze wożę ze sobą mapkę, to później nie miałem większych kłopotów z wydostaniem się z polno, leśnych ścieżek, gdzieś tam między Rogoźnem, a Skokami. Z racji tego, że nie miałem portek z pieluchą to myślałem, że gdzieś po 60km. w tych dresach mi dupa odpadnie! Ale jak się już zapędziło tak daleko, to trzeba było nie narzekać i z wiatrem w mordę pomęczyć się te kilkadziesiąt km. jeszcze do domu. Odniosłem wrażenie, że dziś mimo Słońca za taką mgiełką, było nieco cieplej niż wczoraj, ale ogólnie pogoda była dziś całkiem spoko, nie wliczając tego przykrego wiatru. który także dał mi dziś w kość.
Oto przybliżona trasa:
#lat=52.573442032803&lng=17.159274492187&zoom=11&maptype=ts_terrain A tutaj kilka zdjęć, ażeby kolorowo było:
Ostatnia fotka super! Na ogólne wzmocnienie polecam codzienną dawkę witaminy C od września do marca. Robię tak od 2 lat i jakoś choróbska mnie nie łapią. Katar i owszem, czasem się przyplącze ale grypy i inne cuda nie :D
Nie będę komentował tych znaków... Co do wycieczki to chyba też nie trzeba, jak zwykle świetna fotorelacja, podziwiam, że chce CI się aparat wyciągać i w ogóle robić foty, my jak zrobimy 10 zdjęć w trasie to jest sukces :D
Jechałeś tą samą droga co my z Piotrasem (w Budziszewicach :D)
Podoba mi się klimacik tego skrzyżowania z drogowskazem no i te słońceeeeee na ostatniej focie , niczym z filmu odyseja kosmiczna 2010 ostatnia scena :D:D:D:D:D:D:D:D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017