Jakiś miesiąc temu oddałem koło do serwisu w sklepie rowerowym CYKLOTUR w Poznaniu, w celu wymiany piasty. Tak długim okresem oczekiwania za zrealizowaniem zlecenia byłem zażenowany już po 2-óch tygodniach czekania. Po wykonaniu telefonu do serwisu, otrzymałem odpowiedź że prawdopodobnie koło będzie gotowe za kolejny tydzień. Przeczekałem kolejne 7 dni, a tu nic! Nieźle się wkurwiłem takim przebiegiem operacji i postanowiłem zadzwonić do wyżej wymienionej firmy z zapytaniem co dalej...Jednak moje działania spoczęły na niczym, gdyż nikt nie odbierał telefonów, których wykonałem całą kupę. Sytuacja zrobiła się dla mnie na tyle nerwowa, że postanowiłem wsiąść w auto i pojechać do serwisu CYKLOTUR osobiście. Na miejscu zaznałem zaplombowane drzwi do sklepu z wywieszoną kartką, oznajmującą o zabezpieczeniu pomieszczeń do odwołania ze względu na wielomiesięczne zadłużenie firmy CYKLOTUR! Szlag mnie tam trafił na miejscu!!!!!! Czy ktoś wie o co tam chodzi i jak mógłbym odzyskać moje koło, pozostawione w serwisie?
Zapomniałbym jeszcze dodać, że przed sklepem po chwili kręcenia się zauważyłem 2-óch panów wsiadających do samochodu z kaskiem w ręku, spytałem czy nie wiedzą o co chodzi z Cykloturem.... okazali się być oni pracownikami tego sklepu i sami byli zdziwieni zaistniałą sytuacją po przyjeździe do pracy, jeden z nich powiedział mi że mam się o nic nie martwić, bo sklep jutro będzie otwarty.....Czy mam im wierzyć....czas pokaże
Komentarze (12)
Czyżby rowerowy "Amber Gold"? Może zbierają koła do bicykli?
O kurde, jestem w szoku! Kupowałem w Cykloturze przez net bardzo często i nawet teraz przymierzałem się do złożenia tam kolejnego zamówienia... To może lepiej się wstrzymam.
Ahhh to Cyklotur tak przetrzymuje Twoje koło. Zepsuli się strasznie - kiedyś to był taki fajny sklep z dobrymi cenami i dużym asortymentem... co roku zawsze robiłem spore zakupy, a teraz cenowo to kosmos. Wiedziałem że będzie lipa jak już zaczęli kombinować z przenosinami do centrum... później już było coraz gorzej.
Ahhh to Cyklotur tak przetrzymuje Twoje koło. Zepsuli się strasznie - kiedyś to był taki fajny sklep z dobrymi cenami i dużym asortymentem... co roku zawsze robiłem spore zakupy, a teraz cenowo to kosmos. Wiedziałem że będzie lipa jak już zaczęli kombinować z przenosinami do centrum... później już było coraz gorzej.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017