Podchwyciłem pomysł kolegi matswaj ze Swarzędza, który ostatnio wstawił na swojego bloga zdjęcie z ładną ścieżką rowerową wzdłuż Pradoliny Rzeki Cybiny nieopodal Swarzędza i tak mnie to zainspirowało, że postanowiłem odwiedzić te miejsce. Ostatnio byłem tam może rok temu i ścieżki tej nie było, a dziś proszę bardzo jak pięknie została usypana szutrowa, szeroka droga, tylko dla pieszych i rowerzystów. Ścieżka prowadzi tuż przy krawędzi doliny i widoki z niej są na prawdę piękne na rozlewiska i tereny bagienne Rzeki Cybiny. Są nawet specjalne miejsca do odpoczynku na drewnianych ławkach, oraz taras z widokiem na rozlewisko w dolinie. Wiem, że na terenach tych występuje mnóstwo chronionych zwierząt różnych gatunków, oraz rzadkich roślin. Polecam odwiedzenie tego urokliwego miejsca wszystkim, którzy lubią piękne widoki, oraz dziką naturę. Szkoda tylko, że ścieżka jest krótka, ale i tak brawa dla pomysłodawców i wykonawców tego super przedsięwzięcia.
Po przejechaniu ścieżki, pokierowałem się w stronę wsi Uzarzewo, aby stamtąd rypnąć się nad moje ulubione Jezioro Kowalskie nacieszyć się ładnym krajobrazem zachodzącego Słońca. No i potem pora wracać polno - asfaltowymi drogami do domu. Najpierw Pradolina Rzeki Cybiny:
JPbike - to żeś mnie obalił tym zdjęciem!!! Takiego błocka to ja na oczy nie widziałem! A ta ścieżka musiała powstać dość niedawno chyba. Rok temu jej nie było...
Od kiedy taka gładziutkoszuterkowa ścieżka istnieje ? Pytam bo do tej pory pamiętam że wyglądała mniej-więcej [url=http://photo.bikestats.eu/zdjecie,pelne,77587,giga-bloto-d.html]TAK[/url ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017