Wczoraj umówiliśmy się z Sebą, że pojedziemy na miejsce maratonu mtb w Suchym Lesie i będziemy na trasie kibicować naszym ziomalom z bikestats :-) No to dziś rano dupę w troki i jazda w drogę. Troszkę się oczywiście na start spóźniliśmy, bo po drodze było sporo ciekawych miejscówek do oglądania, a do Suchego Lasu mieliśmy ok. 50km.... Ale na szczęście, gdy już dojeżdżaliśmy powoli na miejsce, to peleton i różne grupki kolarzy śmigali już wyznaczoną trasą, mijając nas z szumem opon. Na trasie udało nam się zauważyć: z3waza oraz Jego zaprawioną w bojach żonę JoannaZygmunta, porem jeszcze JPbike i toadi69, których mocno dopingowaliśmy. Z tego co wiem to wszyscy nieźle sobie poradzili. Na mecie poszliśmy jeszcze spotkać się z maratończykami z Pobiedzisk i Marcin mówił, że nawet dobrze mu się dziś kręciło, a jego sympatyczna żona Asia była lekko skwaszona po osiągnięciu poniekąd bardzo wysokiego 4 miejsca :-) - Ekipa z bikestats rządzi! Gratuluję Wam udanego występu i powodzenia w następnych.
Wielki dzięki za niezły doping, aż mnie zaskoczyło i dodało energii do dalszej ucieczki gościowi który od kilku km chciał mnie dojść. Niezła fotki, szkoda tylko że nie udało się jak w Lubrzy dogonić wazy, ale dziś był dużżżżoooo za mocny dla mnie :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017