Już mi się gały zamykały siedząc na balkonie po porannej zmianie, kiedy to mój telefon "zaesemesił" otwierając mi oczy. Patrzę a tu nowo poznany ziomal-rowerzysta Piotrek zaprasza do jakiegoś wypadu. Pomyślałem - dlaczego nie, bo dawno nie jeździłem, a poza tym zobaczę tego jego nowiuśkiego Centuriona, o którym mi opowiadał :-) Chwila czasu na ogarnięcie się, potem nawet Wojtas załapał temat i szybko wyruszyliśmy w umówione miejsce.
Jak już się spotkaliśmy, postanowiłem Piotrkowi pokazać Jezioro Kowalskie naturalnie i chyba ten mój singiel przy brzegu mimo wielu gałęzi i szyszek przypadł mu do gustu. Ogólnie pojeździliśmy sobie nad i blisko jeziora ciesząc się zajebistą pogodą, a ja osobiście trochę odżyłem mimo malutkiego dystansu.
Wracając przez Uzarzewo, mieliśmy się już żegnać z Piotrkiem kiedy to z lewej nadjeżdża jakiś biker. Mówię do Piotrka: "Patrz...zaraz będzie łapka" ale kolo podjeżdża bliżej i widać na jego twarzy banana - jo Ci paczę, a to sam z3waza ale wiksa!!! Morda mi się ucieszyła na jego widok, bo to kolejny bikestatsowicz spotkany w realu! Trochę tam jeszcze szczerzyliśmy się do siebie i z bananami na mordach pojechaliśmy indahałs...
Teraz już chyba skończyłeś co miałeś i myślę, że zaczniemy wspólne wypady bo jest gdzie jeździć z tego co widziałem jak ostatnio byłem w Twoich okolicach :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017