Dzisiejszym celem było podjechanie o własnych kołach na słynnego Killera na Dziewiczej Górze, ponieważ napatrzyłem się wczoraj na bikerów-zwierzaków podczas maratonu i chciałem sprawdzić czy taki zwykły Grigori też by dał radę :-) Muszę przyznać, że plan został wykonany i udało mi się podjechać za pierwszym razem :-))), ale ten podjazd mnie konkretnie wymęczył! Jak podjechałem to myślałem, że zesram się w gacie z wysiłku, ale na szczęście tylko lekko popuściłem....ŻART!!! ;-) Szacun dla cyborgów co to na wczorajszym maratonie "Powerade Garmin marathon 2012 Murowana Goślina" podjeżdżali tam z palcem w dupie i z telefonem przy uchu :-). Zdjęcie z wczorajszą czołówką maratonu podczas podjeżdżania na killera zamieszczam poniżej... Dodam jeszcze, że na wczorajszy maraton pojechałem w roli widza z aparatem i chciałem na żywo zobaczyć kilku znajomych z bikestats męczących się na trasie, ale niestety nikogo nie poznałem - tylko jeden daVe pchający swojego GT pod killera nie umknął mojemu oku haha!!! Za to trzasnąłem mu fotkę :-)
3 zdjęcia z "Powerade Garmin marathon 2012 Murowana Goślina"
Na maratonach, a szczególnie takich podjazdach to zawsze są cyborgi :)) Killer konkretny :] U Nas jeżdżą cyborgi z Mostostalu i to coraz młodsze, takich to nikt nie dogoni :)
"Pozostałości" po maratonie świadczą że czarna owca znajdzie się wszędzie... Za sam wyczyn szacun! Kiedyś też spróbuję tam się pojawić na samej górze, ale nie wiem, czy za pierwszym razem dam radę...
Gratuluje :-)Ja nie dałem rady..tuż u podjazdu zleciał mi łańcuch.Może to był znak bym nie próbował hihi. Na pewno tak jak ty spróbuje na trzeźwo :-) Po maratonie.
Ładnie to się tak śmiać? Ze zmęczonych życiem, zmokniętych i ubłoconych ludzi? No wiesz co! ;) Za karę proszę o pełną rozdzielczość na dawid[malpka]srg.pl :p
Często po maratonach zostają takie syfy - kiedyś rzuciłem focha na forum Mazovii, żeby pozabierali te swoje czerwone strzałki znad Bugu, bo usyfili teren, a posprzątać nie było komu :/ Niemniej killer-dziewica wygląda nieźle i chętnie bym sobie pod nią... yyy... znaczy z niej zjechał w dół :D
E tam killer od razu, ja w czerwcu zeszłego roku jakoś dałem radę podjechać z obu stron i nie sądzę by był to killer, chociaż po takiej jeździe są zmęczeni, ja miałem jedynie 50 km dojazdu z czego 25 teren (Zielonką) więc niezbyt się zmęczyłem :p, ale muszę się tam jeszcze wybrać :D Szkoda, że aby objeździć Dziewiczą potrzeba min 100 km :x Chciałbym mieć tak jak Ty 20 :D
Ten drugi gość w koszulce krossa na pierwszym zdjęciu to Radosław Rękawek , często ściga się w tym cyklu maratonów co Ja. To jest niezły koks, często wygrywa na giga :)
Gratuluję wyczynu!Czy mógłbyś podać przewyższenie? Widać na zdjęciach stromizny, ale konkretnie ile? Ja marzę o Stożku w Wiśle w podobny sposób. Widziałem tam kilka razy tych harpaganów. Pot spływał z nich strugami, normalnie znaczyli nim trasę. Konkretny podziw i natychmiast marzenie o zdobyciu Stożka, jak mówisz - na własnych kołach. Pozdro
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017