Pierwszy dzień wiosny, okazał się być raczej jak pierwszy dzień jesieni :-) Szaro, buro, wietrznie i chłodno.....ale czy to ważne? Musiałem wsiąść na siodło, bo od rana tylko o tym myślałem! A teraz już po przejażdżce relaksuje się na kanapie z czekoladą w ręku i mnóstwem endorfin w mózgu :-)))
Przed wyjazdem przyozdobiłem ramę Felta w sprezentowane mi przez micora naklejki "bikestats" - dzięki wielkie Dawid, a potem to już jazda w las, następnie szybki przejazd dobrze wam znanym singlem nad zalewem, kolejnie polno - księżycowymi drogami do Pobiedzisk, a potem nazad pod wiatr podobnymi ścieżkami, omijając asfalty.
Warto jeszcze odnotować, że ze zwierząt widziałem dziś spore stado żurawi popielatych i dzika, który trochę mnie wystraszył jak wyjebał mi z krzaków :-S 10 metrów ode mnie!
To skandal, że te naklejki nie są powszechnie dostępne. :) Słyszałem, że z czasem mają się pojawić tu: http://rowerowanorka.otwarte24.pl/Gadzety-Bikestats
Pierwszy dzień wiosny był wczoraj, jak podaje Wikipedia jest to związane z ruchem a jest z ruchem punktu Barana związanym z precesją ziemskiej osi rotacji i tak będzie, aż do 2043 roku :D Nalepki full wypas i pasują kolorystycznie do ramy. A na tych polach kiedyś wiosną widziałem biegnące sarny a ponieważ było sucho to wzbijały tumany kurzu i bardziej niż z Księżycem kojarzyło mi się to z Serengeti.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017