A jednak udało się w tym roku wybrać na wycieczkę pożegnalną! Choć nie obyło się bez drobnych przeszkód, np. miałem jechać GT, ale w domu przy pompowaniu uszkodziłem wentyl :-( i musiałem wziąć Felta na chrzest. Potem jeszcze nawalił mi licznik i połowę trasy jechałem bez danych elektronicznych, a dla mnie to tak jak bez ręki bym jechał :-( Na szczęście jest Bikemap i prawdopodobną długość trasy obliczyłem siedząc przed monitorem. Nie spotkałem po drodze żadnego bikera, tylko kilka starszych pań naginających na swoich skrzypiących damkach.
2 słowa na temat mojego nowego napędu SLX - TO PŁYNIE!!! :-))) Rower idzie jak żyleta i jest pięknie.
Pogoda była straszna tzn. mocna mżawka, zachmurzone niebo, 2*C zmroziły mi palce stóp, ale nie było tragedii, gdyż wiatr był bardzo słaby, a to on właśnie najbardziej daje nam rowerzystom w kość.
No i na koniec muszę powiedzieć, że zaliczam ten rok do najbardziej rowerowego w moim życiu i postaram się, aby ten nowy nie był gorszy :-) Było WYPAS! A wszystkim rowerzystom, znanym mi i nieznanym z bikestats i nie, życzę WSZYSTKIEGO ROWEROWEGO na 2012 rok!!!
Paniom na skrzypiących damkach też należy się szacunek, wszak nie mają SLXów ani innych Xów a popylają na tych swoich sprzętach :D. Najlepszego w nowym roku.
Ja pożegnać roku rowerowo nie mogłem, bo rowery stoją i każdy ma coś zepsutego :) Wielkie graty dla Ciebie, ale też miałem cichą nadzieje, że dociągniesz do 10 000 tyś. Miałem też nadzieje, że ja dogonię Ciebie w kilometrach, ani to ani tamto nie wyszło :) Mimo wszystko sezon bardzo udany, w 2012 widzimy się na rowerach ! :P
Dobra fotka z tym jeźdźcem... Życzę Ci, by nowy rok był jeszcze lepszy i byś pod jego koniec oniemiał na chwilę przy jego podsumowaniu! Wszystkiego najlepszego!
Fajnie się oglądało i czytało Twoje wpisy , :D:D:D:D:D gratuluję wyników . Oby nowy rok obfitował w równie śliczne zdjęcia i nowe dziewicze tereny i trasy :D:D:D:D Wszystkiego dobrego w nowym roku :D:D:D:D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017