Dzień rowerowy po prostu, a to dlatego ponieważ zaczął się w sumie wczoraj wyjazdem do pracy na nockę i potem powrót znów przepięknym porankiem, jak przedwczoraj. Rano już było mi ciepło a temp. oscylowała w okolicach 10 stopnia, a to zapowiadało piękny dzień! Położyłem się na 2h. Potem ogarnąłem się z lekka i pojechałem pół przytomny przed siebie. Po jakimś czasie załapałem fajne tempo i jechało mi się przyjemnie. Trasa jak zwykle nie planowana, dlatego kręciłem się w promieniu 50km. od domu, odkrywając przy okazji kilka nieznanych mi dróg. Pogoda była dziś wprost przepiękna i idealna na rower. Słońce pięknie świeciło, zero chmur na niebie, duża przejrzystość i znikomy wiaterek. Wracałem już w nocy, ze względu na odwiedziny po drodze pewnej osoby :-*. Teraz kładę się na zasłużone wyrko, bo trzeba zregenerować organizm.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017