Zaraz po przebudzeniu, wsiadka na bajsykla i naginka do Swarzędza w pewnej bankowej sprawce. Potem już na lajcie powrót zakurzonymi polnymi drogami, wyciskając na pewnej kamienistej górce w Uzarzewie 53km/h co dało mi niezły masaż pośladków :-) Jazda nie należała do najprzyjemniejszych dziś, ponieważ: 1 - za duszno (spocone plecy) 2 - mnóstwo insektów w kasku 3 - zimny deszcz 4 - żółta sraka na oponie nalepiona w Swarzędzu na chodniku.
Ale jak wiecie, jazda rowerem to raczej więcej zalet niż wad dlatego, wycieczkę zaliczam do udanych mimo wszystko :-)
Aura nie zachęcała do robienia fotek, dlatego dziś nie szalałem z aparatem:
Fajny masz kokpit w tym rowerku :) Gdybym jechał dziś w bluzie to bym się zgrzał jak cholera, u nas pogoda była dziś rewelacyjna. Aż do momentu gdy zaczęło padać...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017