Celem dzisiejszej wycieczki miała być największa wystawa rolnicza w Polsce Agro Show i z zamiarem jej zobaczenia wyruszyłem z Wojtkiem po południu do Bednar, gdzie ów impreza miała miejsce. Jechaliśmy leśnymi drogami omijając zakurzone trasy wytypowane przez organizatorów i na miejscu byliśmy punkt 14:00. Niestety okazało się, że wystawa kończy się o 14 i musieliśmy klamkę pocałować :-( i nic nie zobaczyłem. Ale za rok będzie znowu hehe. Rozczarowani zaistniałą sytuacją zrobiliśmy nawrót i pojeździliśmy sobie jeszcze po okolicach, ciesząc się naprawdę piękną pogodą.
Dziś przekroczyłem 10 000 km. na Felcie i przyznaję, że rower jest niesamowity i bardzo wdzięczny, praktycznie zero poważniejszych awarii i wciąż na jednym, pieczołowicie czyszczonym napędzie!
U mnie dwa łańcuchy, jedna kaseta - ponad 13,5 tys. km, więc Twoje 10 kkm wcale mnie nie dziwi ;) Ale fakt - trzeba dbać, aby dojść do takiego przebiegu :)
Ta wystawa nie trwała już od piątku? bo jak byłem ostatnio w Kiszkowie to jechało dużo sprzętu w tamtym kierunku...jesiennych kolorów przybywa, oko ma się czym cieszyć:)
javor - łańcuch też wliczam oczywiście! Na przyszły sezon wymienię cały napęd, ale w tym jeszcze nic nie szwankuje. Technika jazdy i dbałość kluczem do sukcesu :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017