Dziś wstałem o 9:30, a o 10 już siedziałem na rowerze. Postanowiłem przywitać jesień śniadaniem nad jeziorem. Po śniadaniu pojechałem dalej przed siebie w większości polnymi drogami, podziwiając piękno krajobrazu i zmagając się z dość silnym wiatrem gdy wracałem. Trochę mi łepetynę przewiało, ale gorąca herbata już czeka. Najgorszy przypał miałem, gdy jechałem przez wieś Kołata. W pewnym momencie przejeżdżając obok gruszy i mieląc resztki porozjeżdżanych owoców leżących na ziemi, przed moimi oczami, a raczej wargami ukazał się wielki SZERSZEŃ!!!! Jak go zobaczyłem to tak przyśpieszyłem, że nieomal wjechałbym do rowu przede mną, gdyż nie patrzyłem przed siebie tylko za siebie, upewniając się czy aby on na pewno odleciał. Jeszcze przez jakiś moment włosy miałem zjeżone i myślałem, że on jeszcze na mnie siedzi!!!! MASAKRA :-)))
Konkretny ciągnik :D Lubię takie klimaty ... bladsza zieleń ... kurz na polach i ta wyschnięta kukurydza :). Super miejsce na tym pomoście ... posiedzieć z jakąś nieznajomą :D Pozdrawiam ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017