Choć na niebie kłębiły się burzowe chmury to Grigori i tak wsiadł na rower, aby przejechać się tu i ówdzie. Tym razem pojechałem w zupełnie inną stronę niż to zazwyczaj bywa, czyli za Swarzędz. Nie lubię jeździć w stronę Swarzędza ze względu na duży ruch, zapchane drogi i brak praktycznie ścieżek rowerowych, ale dziś muszę przyznać że było w miarę spokojnie i przez miastko przejechałem bez problemów. Za Swarzędzem to już inna bajka, wąskie i mało ruchliwe asfaltowe drogi poprawiły mi humor. Jedynym minusem dzisiejszej jazdy był potworny ból dupska, ponieważ zad nie przyzwyczaił się jeszcze do nowego siodełka - deski i nie miałem dziś na sobie pampersa co dodatkowo uprzykrzało jazdę na dziurawych drogach. Jechałem sam, ale nie narzekałem z tego powodu. Bardzo mało ludzi na wsiach, wszyscy chyba po niedzielnym obiedzie leżeli do góry dupą na kanapach i patrzyli na familiadę, zamiast wyjść troszkę na świeże powietrze - ech ten polski naród ;-)
Co tu więcej pisać.....jechało się przyjemnie bo temperaturka fajna i wiatru nie było, ale oprócz wspomnianych kanapowiczów, podczas jazdy nie spotkałem także żadnego zwierzaka :-( ale te przecież familiady nie oglądają to co się z nimi podziało!? Nie rozumiem...
Wczoraj mieliśmy jechać przez Sanniki , to może byśmy się spotkali ale wybraliśmy inną trasę .Pod tymi tunelami jechałem niedawno z wnuczkiem . pozdrower
Kurczę, muszę się kiedyś przejechać trasa do poznania, właśnie tą gdzie budują tą ekspresówkę, ostatnio jak tam jechałem to jeszcze było wszystko rozkopane, Tak w ogóle to masz teraz czas i chęć na jakiś wspólny wypad?:D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017