Mało dziś czasu na rower miałem, ale znalazłem chwilkę na wypad po okolicy. Znów udało mi się uniknąć deszczu - ufff! Nie ma si co rozpisywać, bo trasa też nie wymagająca, czyli płaski asfalt, bez pośpiechu na luzie.
Kilka zdjęć:
Koleś chyba klucze zgubił ;-) Ale znajdzie....
Aura jak zwykle nieciekawa.
Jakiś bunkier po PGR-owski. Pewnie składnica broni atomowej.
I co Roadrunner1984? Da się zjeść? :-)
Komentarze (6)
NOOOOOOOOOO Kurdeeee dla czegoś takiego Rozbił bym namiot i wpierniczał ile wlezie hahahahahha
Ja też uciekałem przed deszczem chociaż nieźle się ubłociłem, i kukurydze też szamałem, tylko było dużo mniej dojrzała, tej już się nie da zjeść za twarda będzie, ja białą miałem jeszcze :D
Deszcz burza słońce, deszcz burza słonce, deszcze burza słońce i tak dookoła wojtek. Szału można dostać z tą pogodą. Do pracy na noc pojadę rowerkiem a jutro o 6 rano pozwiedzam puste miasto.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017