Jak mówiłem, tak zrobiłem - po tygodniu pocenia się pod 4 kocami, pociągania nosem i "charchania" nadszedł czas, kiedy Grigor wstał na 2 koła :-) Troszkę dziś się oszczędzałem, ze względu na stan pochorobowy i tempo było rekreacyjne, choć średnia taka ok.20km/h by tego nie powiedziała, ale większość trasy przejechałem na 2 biegu. Jak dziś wsiadłem na rower to poczułem się jak noworodek i jechało mi się bardzo przyjemnie :-)Większość drogi asfaltem oczywiście, ale nie zabrakło także trochę lasu i polnych wertepów. Sporo sobie odpoczynków robiłem, łykając przygotowane w bidonie minerały. Myślę, że już mogę jeździć więc - HASTA LA VISTA SMRODOCHODZIE!!!
Ps: Fajnie mieć takich ziomali na bs jak Wy wszyscy :-) Dajecie niezłą motywację :-)
Oto trasa: Wierzonka - Karłowice - Tuczno - Stęszewko - Wronczyn - lasem do Jerzyna - Podarzewo - Pobiedziska - Promno - Góra - Uzarzewo - lasem do Wierzonki.
Widziałem to:
We Włoszech mają jedną krzywą wieżę i zaraz takie halo, a w Polsce są setki takich krzywoli i nikt nawet nie wspomni! A to takie krzywe jest :-) Nieczynna gorzelnia we Wronczynie i jej krzywy komin.
"Jestem z miasta. To widać, słychać i czuć" Tak sobie śpiewał ten drapieżnik na rynku w Pobiedziskach :-)
Konkretny pierzak! Jeszcze takiego nie widziałem - wyglądał jakby kuraka z kotem skrzyżowali :-) Ja nazwałem go KURAKOT ;-)
Komentarze (11)
Zgadzam się z Tobą odnośnie motywacji jaką dają znajomi z BS :)) racja to, racja :] pozdrawiam
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017