Witam gorąco wszystkich bikerów po przerwie. Mam nadzieję, że to ostatni taki przestój w moim jeżdżeniu, tak więc uwaga bo Grigor wraca na bs :-) Dziś ogólnie podziwialiśmy z tatą piękne letnie krajobrazy, gdzie pachniało świeżo skoszonym zbożem, a Słońce chciało upiec nas żywcem, tylko wiatr i cień dawał ukojenie. Jazda sprawiała wielką przyjemność i nawet stwierdziliśmy z ojcem, że niczym nie da się tak zażyć pór roku jak na rowerze! Upragnione lato otaczało nas z każdej strony, racząc nasze oczy złotem, błękitem i zielenią. Prawie 2 tygodniowa przerwa nie odbiła się na szczęście na mojej kondycji, z czego się cieszę.
Witamy po przerwie :) jakoś pusto było bez Twoich opisów tras i zdjęć.. A dzisiaj czyta się jak bajkę no i zdjęcia pól są magiczne, taka sielanka na nich :]
Ciekawa wycieczka, letnie klimaty jak najbardziej ukazane na zdjęciach :) W ogóle nie narzekasz na wiatr, u nas głowę urywa. W Wielkopolskim nie wieje aż tak okropnie?
Uwielbiam spadachroniarstwo Skydiving albo BASE jumping :D:D:D:D:D Foty to czyste lato żniwa ahhhhh słoma krowy TO JEST TO i skowronki plus świerszcze grające
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017