Rano kiedy moje oczy jeszcze posklejane były śpiochami, nagle coś zaczęło drżeć mi przy uchu! Odkleiłem oczy, patrzę a to cwany Lisek wibruje mi telefonem! Osz Ty Lisie czego chciałeś! - warknąłem. On z entuzjazmem odpowiedział, żebym się na rower szykował. Nie wiem skąd u niego taka radocha, gdyż za oknem niezła piździawa była. Deszcz i chmury ciemnogranatowe nie napawały optymizmem, bynajmniej mnie. Ale "to co" powiedziałem sobie w swoim stylu i po paru chwilach byłem w pełni gotowości. Przy okazji i ojciec się zaciekawił czego tak Grigori loto. Po chwili już obydwoje jechaliśmy zrobić nalot na liskową hacjendę na Dziewiczej Górze. Po dojechaniu na wzniesienie, obraliśmy trasę prowadzącą wzdłuż Rzeki Warty, potem poznańskimi obrzeżami przez Radojewo do Biedruska, a później to już potem :-)))
Lis cwaniak wypoczęty, bo wczoraj zamiast dupę na rower, to ten sobie autem rządził, a ja dziś taki lekko dygnięty, po wczorajszej leśnej eskapadzie i troszkę czasem sił brakowało na deptanie pod górki. Czekoladę całą "zżarłem" ale tylko mnie ząb od niej rozbolał :-)
Ogólnie wypad udany, mimo nie zachęcającej pogody, ponieważ odwiedziliśmy fajne miejsca i okrążyliśmy Dziewiczą Górę szerokim łukiem. Dodam tylko, że z Radojewa rozciąga się ładny widok na okolice Czerwonaka, a resztę dopowiedzą wam zdjęcia.
Na ostatnim zdjęciu to po lewej to gorzelnia? Jak na jesień jechaliśmy do Poznania to pamietam, że coś takiego tam było. Kurczę, od dawna wybieramy się z chłopakami na Dziewiczą Góre i się wybrać nie możemy:(
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017