Dziś znów dwuetapowa wycieczka. Rano wyjechałem z tatą pojeździć po lesie, kiedy to po 10 minutach jazdy zadzwonił do mnie kolega Robert, który miał ochotę rypnąć się z nami po terenie, więc umówiliśmy się w wyznaczonym miejscu i pojechaliśmy do Puszczy Zielonka i w ten sposób zrobiło się nas trzech. Robert nie jeździ tyle co my, dlatego troszkę się zmęczył, ale przyznaję że świetnie sobie radził. W trójkę zrobiliśmy ok.40 km. w terenie i rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Potem ja wstąpiłem do domu na obiad i po chwili znów siedziałem w siodełku, aby pokręcić po terenie z racji lekkiego niedosytu. W ten sposób zupełnie spontanicznie narobiłem 72 km. w terenie co jest moim rekordem jak do tej pory - fajnie :-) Podczas dzisiejszej jazdy miałem dwie przygody warte odnotowania: 1 - pies ujebał mnie w kostkę :-) 2 - w lesie ok.20 metrów ode mnie biegła locha z małymi warchlakami (aż mi się włosy zjeżyły na myśl co by było, gdybym roweru nie miał)!
Trasy pisał nie będę, ponieważ prowadziła w większości przez puszczańskie bezdroża, bez miejscowości. W lesie dogi były w miarę ubite od deszczu, ale za to bardzo wyboiste. Pogoda bardzo zmienna, raz upał, raz zimno, raz bezchmurnie, raz deszczowo - jak kobieta hehe...
Kilka ujęć:
Leśnymi drogami.
Wiedział chłop co dobre :-)
Usłany korzeniami brzeg Jeziora Miejskiego w Okońcu.
Robert zainteresował się technologią SPD :-)
tulwa! taćta!
Wspólne foto na koniec wycieczki.
Wariaci ze spadochronami nad lotniskiem w Bednarach.
Komentarze (13)
A to skurczybyk z psa, a lochy to też bym się wystraszyła i nie wiedziałabym co zrobić i dobrze, że byłeś na rowerze..jak coś byś uciekał :) wypad fajny, tata Twój nieźle daje czadu :) pozdrawiam
kaeres123 - po tych kilku tysiącach przejechanych km po szosie, jak i w terenie powiem tak: konfiguracja butów sh m086 i pedałów m520 spisuje się całkiem nieźle. Oprócz lekkiego zgrzytania w jednym z bloków i lekkiego pukania co jakiś czas nic poważnego nie zauważyłem. Wystarczy czasem przesmarować, dokręcić co nie co. Jeszcze tylko dodam, że zaciski w pedałach się troszkę wyrobiły i już przy najmocniejszym skręceniu nie trzymają tak w bloku jak na początku, ale to normalne i nic to nie zmienia, bo but nigdy się sam nie wypina. Buty również trzymają się dobrze, ale to zależy dużo od stylu jazdy. Ja staram się nie szarpać za mocno i w maratonach też nie jeżdżę, więc wszystko się jak narazie trzyma kupy. Ale następne pedały kupię już jakieś wyższe, m540, albo jak Bozia da to deoreXT :-) Jak na początek to z mojego SPD jestem bardzo zadowolony
Z małymi pieskami to się nawet nie bawię, od razu zatrzymuję rower i uciekają, choć zdarzyło mi się, że 2 psy naraz chciały się bawić :D Kiedyś to ja się z nimi bawiłem utrzymując stałą ich maksymalną prędkość, że kusiło ich biec dalej i biegły aż nie padły :)
Grzesiek, masz buty SH - m086 ? :) Też mnie kusiły, ale oczywiście nie ma rozmiarówki nigdzie, nawet Shimano ich już nie ma. Masakra :) A pedały M520 ? Powiedz mi jak się sprawują w Twoim stylu jazdy raz teren, raz szosa ? Bo akurat mam zamiar zamówić i nie wiem czy nie lepiej będzie dopłacić do M540 :P
Czytając Twoją relację przypomniała mi się moja historia. Otóż ja również miałam kiedyś do czynienia z pieskami:) teraz się uśmiecham , gdyż to już przeszłość , ale wtedy nie było miło :) Właścicielka nie do końca mogła zapanować nad swoimi "big pupilami". Było ich aż pięć ... i to były na prawde duże psy.
Wuja mówił mi zawsze,że gdy będę miała taką sytuację, to powinnam zachować spokój . Agresja rodzi agresję. Wiec zatrzymałam się i nie ruszałam. Nawet nie miałam drogi przejazdu. Otoczyły mnie .Gryźć nie gryzły, to tak jakby łapały mnie swoimi pyskami bez szarpania. Ale zapewne gdybym się wyrywała i szarpała miała bym "rany" wtedy zadziałałaby podwójna siła.
Jednak pamiątka jest ...dwie blizny i bezużyteczna bluza, która już dawno spełnia funkcje "czyszczące"
Mnie wczoraj gonił wielki psiur, nie wiem jaka rasa, ale wyglądał groźnie, szczególnie jak było ciemno, a ten biegł dobrym tempem :D Zrobiło mi się już trochę mokro, ale dałem radę uciec bo miałem asfalt przed sobą :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017