Z Lisem i Grubym spokojnie, bez szaleństw pojeździliśmy sobie po lesie i nad jeziorem. Totalna rekreacja, tylko w Puszczy Zielonce znów zrobiło się bardzo sucho i niekiedy ciężko było w tym upale pod górki wjeżdżać. Troszkę się męczyliśmy, ale dzień uwieńczony był pyszną capriciosą oczywiście i zimnym leszkiem dziś wyjątkowo - a co tam :-) W Tucznie spotkaliśmy bikera moross'a, który nieźle się uśmiał ze specyficznego sposobu konwersacji przez Grigora, Lisa i Grubego :-) Najważniejsze, że było miło, rowerowo, mega wesoło i słonecznie i w ogóle same plusy.
Macie dowody:
Takiego kaszla bym się nie powstydził :-)
Kompani na czerwonackim osiedlu.
Trumna w opustoszałym kościele w Owińskach.
Zapuszczony kościół św. Mikołaja w Owińskach.
Pociągu ani widu, ani słychu...
Fajne pagórki w Potaszach.
Stawy na żwirowni w Potaszach.
Leśna droga z Potaszy do Kamińska.
Jezioro Kołatkowskie.
Czasem były przeszkody nie do przejechania.
Oryginalny, naturalny wieszak rowerowy :-)
Też bym sobie popływał, ale w gaciach rowerowych dziwnie by to wyglądało.
Bocian szukał kolacji.
Las po pożarze w Janikowie to przykry widok :-(
Na końcu odwiedziliśmy kumpla w celi :-)))
Komentarze (16)
mlodzik - widzę, że dobrze znasz swoje podwórko hehe.
Heheh, a te przeszkody "przeszkody nie do przejechania" to w Tucznie w okół jeziorka :) Fajna ta traska jest i lubię nią jeździć, ale szkoda, że taka krótka. Pewnie do "eko-plaz"y dotarliscie? ;)
Ładna wycieczka, im więcej zdjęć tym mi się ta zielonka coraz bardziej podoba :D Motywujesz do jazdy:D Muszę skorzystać, że jutro wolne i gdzieś się bryknąć.
W naszej okolicy też jest taki opuszczony kościółek...dobrze, że w tym lesie tylko ściółka się spaliła, a nie poszedł ogień w konary drzew! pewnie jakiś podpalacz rządzi:/
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017