Pogoda zupełnie się odmieniła od wczoraj i niebo spowiły gęste chmury, ale zimno nie było. Dziś pojechałem zupełnie spontanicznie w stronę Poznania. Drogę wymyślałem na bieżąco i tak było wygodnie. Jakoś tak jechałem i w końcu wyjechałem na poznańskiej Malcie, gdzie przed kołem wyjechał jakiś znajomy rower i jego jeździec, okazało się że był to ziomal z bs - ArtiHeroes :-) którego poznałem właśnie po ubiorze Kellys'a! Co za zbieg okoliczności hehe! Pogadaliśmy i przejechaliśmy się wspólnie po Malcie i Artur odprowadził mnie na Śródkę, skąd rozjechaliśmy się oboje w swoje strony. Dzięki Artur za pogawędkę :-) Potem wyjechałem już na obrzeża miasta i podążyłem w nieznane mi tereny nadwarciańskiego szlaku rowerowego. Okazało się, że ścieżka jest zajebista, trochę piaszczysta, trochę błotnista czyli różnorodna. A dzicz tam jest taka, że jak nad Amazonką się poczuć można :-) Sporo wędkarzy nad rzeką widziałem, z jednym nawet sobie pogadałem, bo jak kontaktowy hehe jestem :-) Potem już wyjechałem znad rzeki i udałem się na Koziegłowy, skąd są fajne widoki na Poznań, tylko że dziś słaba pogoda do focenia i kilka tylko zdjęć zrobiłem. Na końcu już ok.10 km. zaczęło kropić i szybko do domu pojechałem. Zmokłem trochę, ale to co - deszczyk był ciepły i miły.
Hmm, ciekawy ten szlak nadwarciański - tym bardziej, że go nie jechałem skoro jest po stronie Czerwonaka - przydała by się jakaś mapka, bo na turystycznej nic nie ma z tej strony. Objedź jeszcze ten po stronie Naramowic, też fajny.
pape93 - to jest ponad 100 metrowy wieżowiec Akademii Ekonomicznej.
mlodzik - często jadę równolegle drogą polną przy tej drodze. A kierowcy to faktycznie pierdolnięci są - im większe dziury, tym szybciej jadą i rowerzystów mają głęboko w dupie niestety.
surf - pewnie, że ważna bo z wodą, a woda = życie!
jelon85 - nie no, przecież wolno jechałem i podziwiałem widoczki :-)
angelino - w jakim sensie? Epizdolarnym :-))) Proszę jaśniej, bo ja tylko podstawówkę skończyłem hehe
Hehhe, i ta piękna droga między Mielnem a Wierzonką ;). Dobrze, że już ją połatali, bo rowerem nawet ciężko było jechać. Jak jedziesz taką trasę to walisz asfaltem czy szukasz jakichś fajnych ścieżek polnych? Ja nie lubię jeździć po szosie ze względu na pieprzonych kierowców, którzy mają w dupie rowerzystę.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017