Na rower wsiadłem dopiero o 18:30 ponieważ zajęty byłem do późnego popołudnia, a poza tym to niesamowity dziś upał był bo 33'C w cieniu! Więc pora o której się wybrałem była idealna. Powiem tak: pojechałem na lawince okrężnymi asfaltami do małego miasteczka Pobiedzisk, gdyż droga tam prowadząca prowadziła w większości przez las dający sporo cienia. Nawet nie ubrałem dziś kasku, ani pampersa, tylko tak po cywilnemu, ale najchętniej to bym na golasa pojechał!!! Jak się jechało to ciepłe powietrze miło owiewało moje ciało...No i te zapachy, których nie mogę wam pokazać, ale ci którzy jeżdżą doskonale wiedzą jak pachnie o tej porze pole zboża, jezioro, las sosnowy, czy te przydrożne chwasty o białych kwiatach :-) Co tu gadać to trzeba zobaczyć i poczuć! Najlepsze jest to, że dla niektórych to nic nadzwyczajnego, a ja cieszę się jak dzieciak gdy to wszystko dostrzegam :-) Oprócz tego te piękne wieczorne niebo, Słońce działają na mnie jak narkotyk - aż żal że dzień się kończy. Życie jest piękne :-)
Wow, ale widok Grigor w cywilnych ciuchach:)) a tak serio z tego co czytam, to wnioskuje, że jesteś wrażliwym facetem i nie jest Ci obojętne piękno otaczającej Nas natury :] tak trzymać
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017