Dziś wyjazd po godzinie 16 w kierunku Swarzędza, ponieważ bardzo rzadko odwiedzam te miasto. Pojechałem ścieżką rowerową wzdłuż Jeziora Swarzędzkiego przez Zieliniec, a potem już na miasto zobaczyć co się pozmieniało. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się że w tym mieście jest całkiem przyjemna ścieżka rowerowa i piesza obok jeziora, gdzie wielu swarzędzan uprawia aktywny wypoczynek, a na plantach niedaleko rynku moim oczom ukazała się ciekawa fontanna tryskająca strugami wody. Dzieciaki mają tam niezły ubaw hehe. Potem już wyjechałem z miasta i pokierowałem się drogami polnymi na Promno. Jeździłem nieznanymi ścieżkami, ale nie błądziłem. Zrobiłem rundkę dookoła doliny Cybiny i pognałem do domu, gdyż dochodziła 20:00. Temperatura idealna, Słońce świeciło, wiatr słaby, zapach wiosny, śpiewające ptaszki, rower cichy, w nogach siła, brzuch pełny, głowa spokojna - czego więcej mi w tym momencie trzeba? Chyba tylko zatrzymania czasu :-)
Po drodze szukałem ładnego maczka :-) dla koleżanki :-*
Też lubię kolej. Chciałem być maszynistą ale żeby dostać się do sławnego Technikum Kolejowego w Tarnowskich Górach trzeba było mieć znajomości których nie było.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017