Jako, że byłem zajęty, na niebie były ciemne chmury i w planach miałem mycie Felta, dlatego wypad dziś króciutki. A udałem się oczywiście moją najznakomitszą, urokliwą i terenową traską wokół Jeziora Kowalskiego. Jest tam zajebisty klimat :-) uwielbiam ten teren do rowerowania, gdyż jedzie się fajnym singletrack'iem praktycznie przy samym jeziorze, na skraju lasu, przy niekiedy wysokich skarpach, z których to rozpościerają się miłe widoki na zalew. Wiało i przez chwilkę pokropiło, ale Słońce często wychylało się znad szybko płynących chmur. Dzisiaj fotografowałem najładniejsze miejscówki jeziora, jadąc ulubionym singlem.
Jadąc nad jezioro, musiałem uważać na tego jegomościa :-) Dla niego 13 piątek okazał się być szczęśliwym :-)
A oto i wspomniany singletrack.
Widok na zachodnią część Jeziora Kowalskiego.
Jeden z wielu ładnych widoczków tego dnia.
Brzegiem jeziorka.
Singla ciąg dalszy.
Każdy ma swoje hobby.
Moja ulubiona miejscówka nad jeziorem - skarpa w Jerzykowie.
Widok z półwyspu widzianego na poprzednim zdjęciu na wschodnią część jeziora i Jerzykowo.
Pagórkowaty teren w drodze powrotnej.
Zasłużony hydro-masaż dla mojego kompana podróży :-)
Ostatnio jechałem tym sigletrackiem i nie wyrobiłem na jednym zakręcie. Było kompanko :)
Co do rowerku to fajnie jak jest czysty, ale najbardziej boli jak umyjesz rower, a dzień później masz kompanko w błotku, bo spadł niespodziewanie deszcz :D
Kurczę widzę, że podobnie lubimy trasy nad jeziorkiem, ja uwielbiam trasę wokół jeziora Durowskiego w Wągrowcu, co prawda muszę dojechać tam 25 km, jednak opłaca się, chyba najlepszy teren w promieniu 30 km ode mnie(no może poza Gnieznem gdzie tylko byłem raz i to asfaltem). Jednak takie coś to jest to :)
Przepiękne widoki i na dodatek wzdłuż brzegu jeziora ciągnie się trasa. Normalnie żyć nie umierać :D Ja dziś sobie odpuściłem kręcenie bo co chwile czaiły się szare chmury z których popadywał deszcz. Felcik jak się błyszczy :]
kkkrajek18 - ja często myję rower i to każdą część, nie tylko ramę jak to na zdjęciu widać :-). Nie żebym się tłumaczył hehe, ale po ogólnym umyciu zawsze zdejmuję łańcuch i w nocy moczy się w benie ekstrakcyjnej, a w tym czasie czyszczę dokładnie cały napęd i resztę klamotów, bo nienawidzę jeździć brudasem, albo jak mi jakieś rzępolenie z napędu odchodzi!
happy - bo Polska jest piękna, trzeba tylko ją odkrywać.
no rowerek trzeba czasem wyczyścić, chociaż ja już nie pamiętam kiedy myłem ramę :) przeważnie moja pielęgnacja, to dbanie o napęd i inne części ruchome :) singielek wygląda przyjemnie :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017