Siostra poprosiła mnie, abym dziś pomógł jej w zakupach, a że w środowisku uchodzę za tego co ma niby gust hehe, więc wybrałem się do niej w roli "doradcy" :-) a pojechałem czerwonym rumakiem, bo lepiej nadaje się na miasto. Pokręciłem się po moich ulubionych rewirach miasta, pstrykając zdjęcia i pijąc soczek na zielonej trawce. Pogoda była przepiękna i muszę przyznać, że po mieście jeździło mi się dziś wyjątkowo dobrze. Zwiedziłem Stare Miasto, Centrum i udałem się do mojej ulubionej dzielnicy Poznania, gdzie mieszka moja siostra, czyli na Piątkowo :-)
A tu proszę kilka fotek z miejsc w Poznaniu, które lubię najbardziej.
Most biskupa Jordana na Ostrowie Tumskim, a dalej Katedra.
Stary Marych też jeździł rowerem.
Przejście między dwiema częściami Starego Browaru.
Ulica Półwiejska - Deptak poznański.
Poznańskie wieżowce na Placu Andersa.
Zajawka wielkiego świata :-)
Najwyższy wieżowiec Poznania - Akademia Ekonomiczna 106m.
Ulica Święty Marcin - Zamek.
Remont dworca głównego. Czy zdążą przed EURO?
Mój ulubiony miejski park, przed Teatrem Wielkim im. Stanisława Moniuszki.
Piękny jest Poznań trzeba się będzie wybrać z wizytą. Na EURO raczej z niewieloma rzeczami zdążymy a po o nich zapomną i powiedzą że kasy nie ma i nie będzie bo kryzys......
Piękne miasto z tego Poznania ;) nie wiedziałam, że mają tam Ostrów Tumski, bo takowy też jest we Wrocławiu, jak dobrze pamiętam..jest co podziwiać, począwszy od Zamku po wielkie wieżowce..no i samego Grigora na czerwonym rumaku ;))) hehe
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017