Jako, że cały dzień miałem zajęty, to za wiele czasu na dłuższą eskapadę mi nie pozostało, ale i tak na króciutki wypad nad Jezioro Kowalskie lub tzw. zalew udało mi się z Wojtkiem wyskoczyć. To jest jak zauważyliście mój ulubiony kierunek na takie krótkie wycieczki, ponieważ jest tam bardzo malowniczo i drogi są w miarę dobre. Jezioro Kowalskie to sztuczny zbiornik retencyjny o pow. 220ha. utworzony w latach 1978-84 czyli dość niedawno, w celu zapewnienia wody dla rolnictwa. Jednak ładna krajobrazowo dolina i częściowo zalesione brzegi stworzyły warunki do rekreacyjnego wykorzystania zbiornika. Niestety w ostatnich latach pogorszył się stan czystości wody i o kąpielach można pomarzyć, a mnie jest strasznie przykro z tego powodu ponieważ nad zalew miałem bardzo blisko i lubiłem się tam kąpać. Może kiedyś znów będzie czysto.....
No i jeszcze jedno: wczorajsze stuki-puki dobiegały na całe szczęście z spd :-) ufffff! Już myślałem, że coś z korbą jest nie tak. Wykręciłem, rozkręciłem, posmarowałem, pogłaskałem i jest cisza ukochana podczas kręcenia:-)
Komentarze (9)
Jedną fotką wprawiłeś mnie w refleksje.Przypomniałeś mi dzieciństwo jak takimi polnymi dróżkami biegało wie na biwakach albo jeździło czy spacerowało się na wsi u babci. A tyle lat temu taką ostatnio widziałem, muszę odwiedzić dawne miejscówy :D Pozdro :):):):):)
Tereny super...też kąpałem się kiedyś w Kowalewskim...jakieś 8 lat temu podczas wakacji. Od tego czasu tam nie byłem - będzie trzeba nadrobić zaległości bo zdjęcia robią smaczek;)
Zobaczyłem 2 zdjęcie i doszedłem do wniosku że pakuję rower do bagażnika i jadę do Ciebie hehehe :D A tak poważnie to chętnie bym odwiedził twoje rejony ale niestety to jest ok 300km od Ciechanowa. Ja będę musiał się w te wakacje nacieszyć mazurskimi jeziorami do których mam ok 100km, trzeba pomyśleć o jakiś sakwach i ruszać w trasę :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017