Od rana niebo było niebieskie, więc zapowiadała się piękna pogoda, a co za tym idzie miła wyprawka. Trasa jaką dziś obrałem prowadziła do elektrowni wiatrowej na polach wsi Stroszki niedaleko miasteczka Nekla, koło której już ze 2 razy przejeżdżałem niedawno i nawet z daleka sfotografowałem te wiatraki, ale blisko nie podjeżdżałem. Jak się okazuje, są to elektrownie wiatrowe typu GE 2,5 xl o mocy 2,5 MW każda. Wysokość wieży elektrowni wynosi 100m, średnica śmigła to 50 m, a więc całkowita wysokość śmigła w najwyższym punkcie to 150 m. Kopara mi do kapci opadła gdy stanąłem u podstawy i zadarłem łepetynę ku górze! Śmigła kręciły się ze sporą prędkością wytwarzając specyficzny świst, a ogrom budowli mnie przytłoczył. Zdjęcia nie oddają rzeczywistej skali tych konstrukcji, ale jeśli ktoś ma w pobliżu takie wiatraki to polecam to zobaczyć!
Gdy mnie już szyja zaczęła boleć od dłuuuuuugiego patrzenia w górę, postanowiłem jechać w długą, tym bardziej że na niebie coraz więcej baranków się pojawiało. Pojechałem przez Neklę, gdzie na głowę przypada chyba 1 damka:-)
Potem już na moje ulubione Gniezno, przez miasteczko Czerniejewo gdzie zainteresował mnie spory park, a w nim pałac. Zespół Pałacowy w Czerniejewie należy do najwspanialszych zabytków architektury barokowo-klasycystycznej w Wielkopolsce. Jego budowa przypada na czasy gdy właścicielem Czerniejewa był generał Jan Lipski. Pierwotny pałac powstał w latach 1771-1775 jako budowla późnobarokowa. Został zbudowany prawdopodobnie na miejscu dawnego zamku.
No i po zwiedzeniu tegoż miejsca, udałem się na Gniezno spoglądając na niebo zauważyłem, że białe baranki zmieniły się w czarne barany plujące deszczem i puszczające silne wiatry w twarz! Dlatego przez pewien moment, może z 5km pewien traktorzysta troszkę mnie wspomógł w zmaganiach z wiaterkiem, dając mi schronienie na tyłach swego dyliżansu.
Jednak nadszedł czas, kiedy to traktor skręcił w miejsce swojego przeznaczenia, czyli na pole a ja zostałem odkryty. Jadąc tak i jadąc po pewnym czasie zauważyłem kolejną szansę na schron przed wiatrem. Autobus ruszał z przystanku, więc uczepiłem się jego zderzaka wykręcając swój rekord prędkości - 63,4km/h!!! Jednak brakło mi przełożenia i bus poszedł.....ale rekord został :-) Po chwili byłem już w Gnieźnie. Siedząc na rynku, zagryzając snickersa obmyślałem plan co mam zrobić w razie deszczu, który zbliżał się wielkimi kroplami. Postanowiłem jechać po prostu przed siebie, a w razie wody schować się do przydrożnego przystanku na przykład. No to pojechałem i jakieś 25km od domu. przed Pobiedziskami jak mnie lujnął deszcz to nawet nie zdążyłem przystanku znaleźć, a byłem już cały przemoknięty! Pozostało mi już tylko w tej ulewie jechać do domu. No i ten zimny przeszywający wiatr w dodatku! Ale nie ma tego złego....bo teraz siedzę sobie wysuszony, popijając ciepłą herbatkę z miodem i satysfakcją przejechanych kaemów, dzieląc się z wami wrażeniami przed monitorem :-)
A nie mówiłem ? po niżej stówy nie schodzi ... :D U mnie jest jeden wiatrak w okolicach :P Świetny widok jak się stanie pod nim i spojrzy do góry :P. Super wycieczka ! Pozdr.
Nie miałem pojęcia, że te wiatraki potrafią być tak wysokie, tereaz wiem dlaczego mają migajacą lampkę na górze. Pałac w Czerniejewie ciekawy, zwłaszcza, że po prawej stronie jakaś samowolka budowlana, popsuła nieco symetrię. 25 km zlany do cna, no to masz charakter, ja to bym wzywał pomoc. Jutro ładna pogoda, pewnie plany już są, tylko łańcuch trzeba będzie posmarować ;)
Gratuluję kolejnej sety :) Też już "zwiedziłem" te wiatraki :) A jako ciekawostkę dodam, że w Chwałkowie(koło Środy) jest jeszcze wyższy wiatrak niż te koło Nekli :) - 160 m :)
Chłopie ;d Rozkręciłeś się na całego widzę. Ja mam wielki przestój. Bynajmniej kolano wyzdrowieje. Co do napitych koleżanek, hmm... są plusy i minusy. Zależy jak na to spojrzeć :D Ja tam nie przepadam za takimi :p Ale są i degustatorzy :)
Pięknie, setka za setką. Teraz jak ma być mniejszy dystans to się nie opłaca na rower wsiadać:)? To prawda, że elektrownie wiatrowe robią wrażenie gdy się stanie u podstawy:) Pałacyk piękny:)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017