Umówiłem się z kumplem na przejażdżkę nad Jezioro Kierskie za Poznaniem. Trasa jaką obraliśmy prowadziła przez wieś Biedrusko, gdzie znajduje się ogromny poligon wojskowy. Jak się okazało, aby dostać się z Biedruska do Kiekrza trzeba przejechać trasą prowadzącą przez środek poligonu, o czym my nie wiedzieliśmy. Dojeżdżając do szlabanu na granicy, widniał czerwony napis: "STÓJ OSTRE STRZELANIE" - pomyśleliśmy, że to jakiś żart. Po chwili zza szlabanu wyjechał ciężko opancerzony Hummer, więc pomyśleliśmy że to może być prawda z tym ostrzeżeniem. Pod migającym napisem widniała tablica z wypisanymi paragrafami w razie, gdyby ktoś śmiał przekroczyć szlaban w dni powszednie, więc zapytaliśmy jeszcze tylko przechodzącego wojaka czy można tam jechać - on zabronił kategorycznie, mówiąc że oprócz życia możemy też stracić ok 5000 zł z tytułu grzywny. Pozostało nam zawrócić i pojechać dookoła przez Morasko, Suchy Las itd. Ale nad Jezioro Kierskie dojechaliśmy. Wróciliśmy przez Poznań, błądząc po zupełnie nieznanych jego rejonach i spotykając na rynku Lecha Wałęsę i robiąc sobie nawet zdjęcie pamiątkowe z nim :-))) Na końcu do drugiego kumpla na grilla i do domu. Zimno jak cholera, ale bezdeszczowo na szczęście.
Widok na poznańskie Winogrady z Koziegłów.
Odłamek pocisku, znaleziony przy drodze w Biedrusku.
Nasze Felty.
Jezioro Kierskie.
Żaglówki na Jeziorze Kierskim.
Co to za budynek? ;-)
Fotka z Leszkiem Wałęsą ;-)
Porcja energii :-)))
Komentarze (13)
A mi to wygląda bardziej na stara lampę od motocykla :D. hehehehe fotka z Wałęsą :D Jak to Adam upomniał wcześniej teraz mniej niż 100 nie schodzisz ;D pozdr.
Roadrunner1984 - ostatnio miał więcej bankietów i trochę popił!
Kajman - to nie wiesz Kajmanie, że on sport uprawia? Nawet jest biker'em tylko na bs się nie zapisuje, bo jak to powiedział: "I tak nikt nie uwierzy" ;-)
ale cie nosi - hehhe - a przez poligon w weekend można śmiało jechać, nic nie zapłacisz na rowerku, natomiast w tygodniu to inna bajka. Ja dziś ujeżdżałem konie mechaniczna, moim bandziorem - zimno, że hej, (ale szybko)dłonie przy silniku- było cieplej...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017