Więc tak :-) Udało się!!!! Magiczna bariera 200km pokonana :-) Choć nie miałem w zamiarze jechać aż tyle km, to po 150km czułem się na takich siłach że następne 50 wiedziałem, że zrobię bezproblemowo, zważając na to z powrotem miałem lekko z wiatrem. A wybrałem się do Paruszewa, niedaleko Strzałkowa w celu odwiedzenia rodzinki i nie tylko. Potem jeszcze wstąpiłem z siostrą i szwagrostwem na przepyszne lody włoskie do Słupcy, które miały niepowtarzalny, bajeczny smak :-) To dodało mi animuszu na drogę powrotną. Wyjechałem o 9 rano i już od tej pory było ciepło, że wystarczyło ubrać się w krótki strój, niestety do samej Słupcy miałem pod wiatr, który czasem mocniej zawiał, ale jakoś tak nie przeszkadzał bo ciepły był i miałem oczywiście miłą perspektywę na powrót z nim do domu:-) Po miłym spędzeniu czasu w gronie ziomków, przyszedł czas na jazdę powrotą, z tym, że pojechałem inną trasą, ponieważ nie lubię wracać tą samą drogą i wybrałem nieco mniej niebezpieczny wariant ruchliwej drogi przez Gniezno. Jechało mi się wyśmienicie, rower szedł jak burza i w pewnym momencie z Witkowa do Gniezna (ok. 22km) jechałem ze średnią 39km/h hehe. Jak dojechałem do mojej wsi to do 200km zostało jeszcze 15km, więc dobiłem jeszcze do okrągłości puszczając się na Kicin i nazad i udało się - marzenie spełnione - ALE SATYSFAKCJA!!! Pozdrówka dla wszystkich i WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCY!
Analizując archiwum bloga nie w sposób nie zauważyć Twojego postępu. Jednoznacznie oceniam,że jesteś przepełniony na maksa wewnętrzną determinacją , która skutkuje takim rezultatem jaki przejechałeś w piątek.
Znaleźć w sobie: ""to coś""" -to coś,co nas napędza, motywuje, nadaje sił i sprawia że się nie poddajemy jest dla mnie czymś niepowtarzalnym.
"""to coś""" wiele osób nigdy nie zrozumie i nigdy nie będzie potrafiło tego doświadczyć.
'''to coś''' udowodniłeś grigori ,że masz ,dlatego teraz o tym wiem .
Kto tu ostatnio daje czadu hehehe gratuluje i pozdrawiam, moje 40 km w porównaniu z twoimi 200 heheh - tyle, że ja na starym sprzęcie co liczy się podwójnie haha i jeszcze dzisiaj miałeś siły...
Super dystans :D:D:D:D:D Cudowne jest uczucie jak przyjeżdża się do domu by odpocząć , satysfakcja przebytego dystansu , albo jak ktoś w najdalszej odległości dowiaduje się skąd przyjechałeś heheheh, Pozdrawiam
powiem ci że dystans bardzo zacny gratuluję szkoda że się nie spotkaliśmy chętnie bym cię odprowadził może kiedyś się spotkamy i jeszcze raz GRATULUJĘ DYSTANSU
Graty średniej i dystansu :D Co chwilę widzę mijasz ten Ujazd (rodzinka to ten sklep z używanymi), zrobiłbyś jakąś fotkę przy tym "skrzyżowaniu" na Sławno i Kiszkowo specjalnie dla mnie, jako, że długo tam nie byłem i mi się tęskni :D W tym roku mam nadzieje wpadnę w Twoje strony i sobie pojeździmy, pokazałbyś mi kilka ciekawych miejsc :) Pozdrawiam i miłego odpoczynku w święta :p
Gratulacje! Sam ostatnio palnąłem pierwszą setkę więc mogę sobie wyobrazić co czujesz przy dwu-setce ;) Ruchocin - dobre ;P Szkoda tylko, że tak mało w terenie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017