Dzisiejszy wypad traktuję jako trening przed większymi dystansami, ponieważ nie skupiałem się za bardzo na otaczających mnie widokach, tylko jechałem wyznaczoną przez siebie trasę, aby wykręcić dziś setkę po prostu. Patrzeć też nie było za bardzo na co, ponieważ trasa prowadziła głównie przez tereny typowo rolnicze i sami wiecie jak to wyglądało. Niestety znów największym problemem okazał się silny wiatr i to z jego powodu często się denerwowałem co nie czyniło treningu najprzyjemniejszym. Także zapachy mijanych pól nie powodowały uśmiechu na mojej twarzy, ponieważ wszędobylski zapach gnojówki i innych świńskich zapachów powodowały u mnie kołatanie komór sercowych :-) No ale spoko - jestem wyrozumiały dla wsi, ponieważ bez niej nie miałbym chlebka w domu. Było bardzo szaro, ponuro, wietrznie, ciężko ale udało się setkę nakręcić, więc cel osiągnięty.
Wypalanie traw to prawdziwe barbarzyństwo. W głębi duszy życzę każdemu podpalaczowi, żeby choć przez tydzień każdej nocy śniło mu się, że jest zwierzęciem płonącym żywcem w morzu traw!
sikorski33 - jak jechałem jakiś czas za przyczepą parującego gnoju to straciłem motywację do dalszej jazdy. Na szczęście skręciła......ufff.
kamilzeswaja - no w sumie to pierwszy raz w życiu jechałem tamtymi terenami, ale jak zobaczyłem ten buchający ogniem komin to sobie przypomniałem wpis Twojego brata. A swoją drogą to nie wiedziałem, że "matswaj" to Twój brachol :-)
Kajman - nie ma wyjścia :-)
adam88 - dzięki wielkie, też myślę że z kimś obok lepiej się jeździ, ale dziś nikt nie miał odwagi.
kamiloslaw1987 - z rana to ja spałem jak zabity do 11 :-)
uluru - myślę, że te palenie trawy na łąkach i poboczach przez ludzi, jest wyrazem ich niewiedzy i skrajnej głupoty!
Mnie pochmurna pogoda zniechęca do kręcenia takich dystansów , lepiej mieć pogodę która nastraja , polepsza samopoczucie i zachęca do dłuższej jazdy, a zapachy potrafią wybić z rytmu :D ile można jechać na wdechu :P:P:P:P:P Gratuluję dystansu
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017