W Puszczy Zielonce znów zrobiło się bielusieńko. Wszędzie leży 10-15 cm. świeżego śniegu. Nie powiem, żeby specjalnie mnie to cieszyło, ale nie przeszkadza mi to również aby pośmigać troszkę w taką pogodę. Cała trasa przebiegała w terenie Puszczy. Jechało się dość ciężko, z uwagi na to że koła ślizgały się po zmrożonych koleinach schowanych pod świeżym puchem. Zaliczyłem 2 ostre gleby przy prędkości ok. 20km/h, ale upadłem miękko na świeży śnieg więc ani mi ani Feltowi nic się nie stało. Wracając zrobiło się trochę mrocznie w lesie i przeżyłem chwilę grozy, gdy jakieś 20 metrów ode mnie przez drogę przebiegło stado jeleni.
" title="Ośnieżona droga z Dębogóry do Zielonki." width="800" height="600" />
No to wycieczka z przygodami. Szkoda że nie udało się zrobić zdjęcia jeleniom.U nas też taka zima.Jutro śmigam też do lasu;) Pierwsze zdjęcie super:) Pozdrawiam
Śniegu faktycznie dosypało, ale pewnie wiatru nie ma. Po takim puchu fajnie sie jeździ. Spróbuj wklejać linki wprost w edycje blogu, a nie w okienko formuły, to nie będzie się krzaczyć.
Miałem podobną sytuację zeszłej zimy. Jechałem jakieś 25 km/h na drodze powiatowej przez las. Jakieś 2 metry przed moim kołem pojawiła się sarna ;p nawet nie zauważyłem jak wybiegła;p Spanikowałem i pocisnąłem po hamulcach , złapałem uślizg( zmrożony śnieg przy poboczu) i gleba;p Od tego czasu uważam na drogi w lesie ;p
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017