Ledwo wstałem i się oporządziłem, spojrzałem za okno i wiedziałem, że zaraz będę naginał po lesie :-) Mróz dziś dawał się we znaki i po 4Km już mi palce zmarzły. Jechałem po okolicznych lasach, w których drogi były zasypane śniegiem i bardzo wyboiste, przez co jazda była na prawdę trudna, męcząca i wymagająca koncentracji. Gdzieniegdzie były zamaskowane śniegiem zamarznięte wielkie i głębokie kałuże, w które niestety parę razy udało mi się nadziać! A kończyło się to zazwyczaj nerwowym pedałowaniem, aby nie wpaść do lodowatej wody butami, więc na rower poprzylepiało się wuchtę mokrego śniegu i błota, które po chwili zamarzało i uniemożliwiło mi zmianę trybów przednią przerzutką :-) Po jakimś czasie mogłem już tylko kręcić na przełożeniu 2-5 i nic więcej, ani mniej he he!
A to zdjęcie mojego zmarźlaka, a w tle Jezioro Kowalskie (dla niektórych znane bardziej jako "Zalew" po prostu) " title="Na pierwszym planie Felt, a w oddali Jezioro Kowalskie" width="800" height="600" />
Grigor86 Musisz sobie wejść w ustawienia bloga i edytować własny szablon, ja wkleiłem ten flagolicznik do wersji bloga jaką już posiadałem. Obczaj sobie ten swój szablon i wklej w odpowiednim miejscu flag counter, np pod miesiącami albo pod znajomymi. Później zapisz tą wersję szablonu i powinno być w porządku.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017