Jako, że nie padało to postanowiłem podobnie jak wczoraj gdzieś się rypnąć. Dziś wyjechałem o godzinie 15, ponieważ musiałem jeszcze z rana job odwiedzić. Niebo praktycznie zachmurzone było w 99%, dlatego wszędzie dookoła było szaro i ponuro, w dodatku przestrzeń spowijała gęsta mgła, szczególnie podczas powrotu kiedy było już późno i w niektórych miejscach musiałem ostro hamować aby nie zaliczyć krzaków lub nie daj Boże jakiegoś rowu, kukurydzy, sterty buraków lub gnojówy!!! Cała trasa prowadziła mokrym asfaltem i po godzinie jazdy było już praktycznie zupełnie ciemno. Ale muszę przyznać, iż mimo nie najdłuższej trasy bo tylko 66Km. byłem tak potwornie zmęczony, że ledwo się dokulałem do domu! (za mało zjadłem przed jazdą) Oto trasa: Wierzonka - Karłowice - Tuczno - Stęszewko - Wronczyn - Krześlice - Łagiewniki - Sroczyn - Berkowo - Głębokie - Sławno - Imiołki - Skrzetuszewo - Rybitwy - Latalice - Węglewo - Główna - Pobiedziska - Wronczyn - Tuczno - Karłowice - Wierzonka. " title="Jesienna szarzyzna na trasie Wronczyn - Krześlice." width="800" height="600" />
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017