Dziś postanowiłem wybrać się do pierwszej stolicy Polski Gniezna. Dawno nosiłem się z zamiarem odwiedzenia tego miasta, ponieważ to pierwsza stolica kraju, nigdy tam nie byłem - wiem wstyd, no i mam do Gniezna tylko 40 kaemów! Więc przygotowałem prowiant i rower, kask na głowę i w drogę. Do Gniezna standardowo jechałem krajową 5, miałem z wiatrem dlatego dość szybko zawitałem w progach stolicy. Miasto wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, szczególnie katedra i rynek. Pozwiedzałem sobie trochę tu i ówdzie, pocykałem zdjęcia na pamiątkę no i powolutku trzeba było się wracać. Z powrotem zboczyłem z 5 i odbiłem na Kiszkowo. Jadąc mijałem wioskę za wioską i w miejscowości Sławno skręciłem na Sroczyn. Ciężko się jechało, bo pod wiatr niestety, ale gdy zacząłem opadać lekko z sił zaraz napełniłem akumulatory kilkoma snickersami i dalej w drogę. Później już jechałem przez mniejsze wioski np. Łagiewniki, Krześlice, Bednary, Stęszewko, Tuczno, no i do domu czyli mojej Wierzonki zrobiło się bardzo blisko. Ten wiatr dał mi w kość więc byłem trochę bardziej zmęczony niż zazwyczaj, ale wycieczka była udana, bo Słonko świeciło cały czas.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017