No i oczywiście tradycji musiało stać się za dość! A mowa tu o weekendowej pogodzie, która powoduje u mnie migotanie komór sercowych!!! Dlaczego tak musi być, że w dni powszednie czyli te, w które muszę ciężko pracować pogoda jest tak piękna, a gdy przychodzi czas weekendowego relaksu to nagle diametralnie wszystko obraca się o 360 stopni!!!??? Przecież to jakaś masakra jest! No ale przejdę do sedna sprawy teraz. Tak wiec nie namyślając się za wiele wsiadłem na mojego Felta i wybrałem się w tych niesprzyjających warunkach na przejażdżkę szosą do Poznania i potem na Dziewiczą Górę odwiedzić kumpla. Podczas jazdy do Poznania cały czas miałem wiatr w oczy i jechało się ciężko, no i później trochę też popadało. Zimno było w porównaniu do dnia wczorajszego, ale szybko się rozgrzałem pedałując aż do ciemnej nocy. Wycieczka może nie była przez to najprzyjemniejsza, ale najważniejsze jest to że zażyłem trochę świeżego powietrza i ruchu fizycznego, a nie siedziałem przed telewizorem i użalałem się nad tą naszą pogodą he he!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017