Tę wycieczkę mogę nazwać gehenną! Wybrałem się do Poznania z myślą o fajnej wycieczce bez przemęczania. Niestety moje dobre myśli po 3km rozwiały dziwnie wyglądające chmurki, które wypluły wiatr wiejący z ogromną prędkością prosto w twarz no i "cieplutki wiosenny DESZCZ-yk" nie pozwalający na otworzenie oczu :-))) Ale jako, że nieskromnie mówiąc twardziel jestem nie zważając na przeciwności pogodowe jechałem dalej odpierając silne podmuchy "huraganu" oraz przyjmując coraz to większe ilości H2O na swoją twarz i pozostałe części ciała. Ale są i dobre strony tego wypadu - "jak to dobrze jest mieć niezawodny rower", ponieważ samo pedałowanie sprawiało mi wielką przyjemność tak sobie wtedy pomyślałem. Eskapada skończyła się po 2h, kiedy to jadąc zupełnie przemoknięty i zmachany postanowiłem zawrócić obawiając się o swoje zdrówko. Moja trasa to start Wierzonka - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Poznań no i nazad! PZDR
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017