Drugiego dnia majówki wybraliśmy się nad Jezioro Dąbie. Jest to czwarte pod względem powierzchni jezioro w Polsce i byłem bardzo ciekaw, jak prezentuje się ono na żywo, z perspektywy rowerzysty. Naszą wycieczkę zaczęliśmy na wysokości wsi Trzebuskie Łęgi, gdzie można komfortowo podjechać autem na parking przy drodze rowerowej "Blue Velo" prowadzącej między innymi wzdłuż prawego brzegu Jeziora Dąbie. Zanim dojechaliśmy na rzeczony parking, trzeba było ostatnie 2km z miejscowości Załom pokonać wyboistą drogą gruntową, co z rowerami na dachu, nie należy do najprzyjemniejszych doznań, jednak jadąc te 10km/h da się przeżyć i z rowerami na sztywno można zaparkować tuż przy brzegu jeziora, co też uczyniłem. No ale dobra, czas opisać w skrócie wrażenia z wycieczki, tak więc...droga Blue Velo jest piękna, prowadzi jak to możliwie najbliżej brzegu Dąbia i dostarcza wszystkim zmysłom tylu bodźców, że można poczuć jakby było się w innym świecie. Dla mnie Wielkopolanina, widok jeziora którego drugiego końca nie widać, ptaki jakieś takie nieznane latające nad głową, statki pływające i wraki przy brzegu, mariny pełne łodzi, żaglówek i jachtów, żurawie portowe majaczące po drugiej stronie, zapach morsko - mułowaty przeplatany zielenią majowych traw, dźwięk szumu fal, no i oczywiście sama trasa pięknie wysypana białym grysikiem, po którym sunie się jak lokomotywa na szynach = sztos!!! Ech...polecam doświadczyć samemu.
ździsie: Szczecin na drugiej stronie
Szczecińskie wieżowce
blue velo - jak dla mnie powinno się zwać biała trasa.
łabędź się popisuje
Azoty Police
blue velo ciąg dalszy
kormoran
wrak w Lubczynie
Co to kurrrna jest?
za Anią aż się kurzy;-)
Widok na Jezioro Dąbie z Przylądka Czterech Szkieletów.
moczymy stópki :-* z Czarusiem
widok na Jezioro Dąbie z Lubczyna
Kończąc powiem tak, Polska to piękny kraj ino trzeba ruszyć tyłek i zechcieć ją poznawać.
Komentarze (6)
"Moje szczecińskie" rejony, więc się wypowiem jako ekspert od wybierania tras przyjaznych dla dzieci.
Też byłem zachwycony tą trasą, dopóki nie pojechałem tam z synem, który uświadomił mnie o wadach zastosowanej nawierzchni na wałach wzdłuż Dąbia i Zalewu Szczecińskiego.
Fajnie się tym jedzie gravelem czy góralem, ale jak masz dziecko w przyczepce to jedzie non stop w kurzu, a syn na rowerze z 20-calowymi kołami narzekał na duże kamienie na tej szutrowej nawierzchni, które strzelając mu spod kół wybijały go z rytmu jazdy.
Tomek - Tak jest! Jak sobie pomyślę ile jest jeszcze pięknych miejsc w Polsce do zobaczenia, to obawiam się, że może mi życia nie starczyć na wylot do Turcji, czy innych Grecji, Egiptów na all inclusiv :-) Ps. Ja chyba jestem jakiś nienormalny, bo nawet jadąc autostradą, to patrzę na boki i się zachwycam jakimiś widokami miasteczek, trzcinowisk, budynków itp...
Ostatnie zdanie podsumowuje wszystko :) Jako młodziak zjechałem większość Polski, mieszkałem w wielu miejscach, wybierając sobie Poznań do życia, ale niemal każdy kawałek tego kraju uważam za przepiękny. Zachwycamy się komerchą w innych rejonach świata, a nie doceniamy tego, co mamy pod nosem.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017