Echhhhmmm... mam mieszane odczucia, co do tego wypadu. Niby się cieszyłem, że w ogóle znalazłem czas na krótki wypad, ale z drugiej strony, to żałowałem po cichu, że w ogóle wyjechałem...bo po pierwsze silny, zimny wmordewind, zacinający deszcz i najistotniejsze - za grubo się ubrałem niestety. Kręcąc korbą szybko się rozgrzewałem, czego skutkiem był pot na plecach skutecznie owiewany zimnym wiatrem z pól okołopobiedziskich terenów - jak się znowu nie zaziębię, to będzie cud! Żeby nie było, to do domu wróciłem pełny satysfakcji i te ponad 3 dyszki mi dziś starczyły w zupełności. Przy okazji znalazłem nowy, super widok na Jezioro Lednickie (fot w galerii). Widziałem też sarny, łabędzie nieme, nowe polne ścieżki i wuchte błota na drogach ( rower i ciuchy do prania).
ździsie: sarny w okolicy Podarzewa
łabędzie w okolicy Latalic
droga polna Podarzewo - Głębokie
Zimóweczka w Imiołkach
Jezioro Lednickie
Do następnego :-)
Komentarze (2)
Pokręcone po okolicy, a nie przesiedziane w domu i to się najbardziej liczy, a dystans jak na zimowe warunki jest bardzo dobry ;)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017