Pomimo niedyspozycji zdrowotnej (Czaruś na szczęście zdrowy, ja mam infekcję górnych dróg oddechowych i stan zapalny mięśnia grzbietowego, a Anię boli gardło i pewnie zaraz się zacznie...), postanowiliśmy wsiąść na rowery i choć kilka kilometrów przejechać tego dnia. Za cel obraliśmy objechanie dookoła Jezioro Lednickie. Zapakowałem zatem rowery na dach i jazda gdzieś bliżej brzegu - zaparkowaliśmy na Polach Lednickich, skąd wyruszyliśmy w 20 kilometrową trasę. Było troszkę smarkania, kaszlenia i kłucia w plecach, ale mimo tego muszę przyznać, że jazda na rowerze jest tak wielką przyjemnością, że na chwilę się o tym wszystkim zapomina i widzi się tylko kolory budzącej się do życia przyrody, uśmiechniętych ludzi i świecące Słońce. Tym sposobem, okrążyliśmy całe Jezioro Lednickie, ze śpiącym synkiem w przyczepce, ciesząc się nadeszłą wiosną.
ździsie: karadeja
Jezioro Lednickie
Dziekanowice - Komorowo
Komorowo - Waliszewo
Waliszewo
Bociek trochę niewyraźny ,ale jest!
a to moja bocianica :-***
sarny
minihelikopter
do jutra :-)))
Komentarze (3)
Życze zdrówka. Brawo też za boćka, to zawsze powód do radochy..
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017